„Rok 2012” (1,2)

A tutaj też sobie wkleję. W końcu nie każdy czyta Po Mundialu.

Dżordż Orłel – „Rok 2012”

Obudził go zapach stęchlizny zmieszany z odorem potu. Przez chwilę jeszcze śnił o Marie, która została w domu, ale wkrótce fetor przybrał na sile nie pozwalając się skupić na niczym innym. Jean-Claude przywrócony do świadomości przez tę wątpliwą zapachową przyjemność wciąż miał zamknięte oczy a w głowie czuł pulsowanie bólu przypominające mu słowa swojego pierwszego trenera, który zwykł powtarzać, że ból jest dobry, bo jeśli nic nie boli, to znaczy, że człowiek nie żyje. Tym razem jednak pulsujący pod czaszką ból z żadnej strony nie wydawał się Jean-Claude’owi dobry, szczególnie że nie mógł przypomnieć sobie, gdzie jest i co tu robi. Zresztą nie był nawet pewien, czy ma na imię Jean-Claude.
Odsiedział tak jeszcze dłuższą chwilę, aż w końcu uniósł powieki i spojrzał przed siebie. Spodziewał się dostrzec więcej niż zamazaną jasność w kącie pomieszczenia, które nie przypominało nic lepszego od wymurowanej z surowych cegieł komórki. Wytężył wzrok, ale cała reszta pomieszczenia, oprócz tego blado oświecononego światłem ze szpary w suficie kąta, tonęła w całkowitej ciemności. Jedyne, co mógł stwierdzić to orientacyjny rozmiar pomieszczenia – sądząc po odległości jaka dzieliła go od tej oazy nikłej jasności, pomieszczenie musiało być sporej wielkości.
Spróbował się ruszyć lecz z niemałym zaskoczeniem zorientował się, że nie jest w stanie poruszyć niczym innym oprócz głowy. Cała reszta jego ciała związana była grubym sznurem. Jean-Claude wyraźnie czuł jak gruba lina wbija się w każdy kawałek jego torsu wywołując niemiłe uczucie przy każdej próbie ruchu. Zdrętwiałe nogi podkulone do ciała również były mocno związane a poruszenie palcami u stóp było zupełnie niemożliwe. Coraz bardziej nie podobało się to Jean-Claude’owi, który wobec niemożności wykonania jakiegokolwiek ruchu skupił się na przypomnieniu sobie, co działo się z nim przez ostatnie godziny. Ku jego rosnącemu przerażeniu nie było to wcale takie proste.
Wtem z nieokreślonego kierunku zaczął dochodzić do niego cichy podekscytowany głos. Wysilił przez chwilę wszystkie zmysły skupiając się całkowicie na tym, co słyszał lecz choć słyszał coraz wyraźniej, to nie rozróżniał ani jednego słowa. Styl wypowiedzi i pojawiające się co chwila krótkie dżingle wskazywały na wiadomości radiowe nadawane w zupełnie obcym Jean-Claude’owi języku. Westchnął ze zrezygnowaniem lecz tliła się w nim iskra nadziei, że wiadomości te zostaną nadane również w jakimś innym, znanym mu, języku. I rzeczywiście, po nie więcej niż pięciu minutach usłyszał znajomy angielski język. Nie znał go, co prawda, tak dobrze jak francuskiego, ale pół roku gry w Manchesterze United nie poszło na marne i zdołał opanować angielszczyznę w stopniu podstawowym. Może nie wszystko potrafił powiedzieć, ale rozumiał już bardzo dobrze.
– Trwają poszukiwania autokaru z reprezentantami Francji, który zaginął wczoraj w drodze do Wolnego Państwa Kijów – usłyszał Jean-Claude i w jednej chwili serce zaczęło bić mu mocniej a żołądek skurczył się do rozmiarów orzeszka. – Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie za sprawą porwania stoją Ukraińskie Wojska Rewolucyjne, których kampania na rzecz zdobycia ostatniego bastionu tak zwanej Wolnej Ukrainy trwa już drugi rok. Według naszych źródeł porwanie autokaru z przygotowującymi się do Mistrzostw Europy Francuzami ma na celu zdobycie karty przetargowej w patowej sytuacji, która od lat panuje w targanym wojną domową kraju. Przypomnijmy, że niespełna trzy lata temu UEFA najpierw odebrała Ukrainie prawa do organizacji mistrzostw przekazując je całkowicie w ręce strony polskiej, a następnie zgodziła się na to, aby mecze ukraińskiej grupy odbyły się na stadionach Wolnego Państwa Kijów. Za tą decyzją stały gwarancje ukraińskich oligarchów, dzięki którym w krótkim czasie powstał ten twór państwowy otoczony dziesięciometrowym murem. Dziś na przykładzie porwanego autokaru już wiemy, że należące do Wolnego Państwa Kijów lotnisko położone poza murami państwa było słabszym punktem niż się to wydawało. Pięć kilometrów jakie dzieliło je od murów dawnego Kijowa wystarczyło na podjęcie akcji zbrojnej przeciwko francuskim piłkarzom. Będziemy na bieżąco relocjonować, co nowego dzieje się w sprawie porwanego autokaru. Przechodzimy do następnych wiadomości.
Jean-Claude przełknął ślinę. Nie zdążył nawet pomyśleć, gdy usłyszał dochodzący z wnętrza pomieszczenia grobowy głos.
– Słyszeliście? Jest tu w ogóle kto?
– Jestem – odparł Jean Claude. – Jestem i słyszałem.
Quentin

– Umiłowani Bracia. Spójrzcie na obraz, który wisi nad moją głową. To Święty Jerzy walczący ze smokiem. W ręku dzierży boski miecz niszczący diabelski pomiot. Wielu z was zadało sobie nieraz pytanie, co ten obraz robi w takim miejscu. I ja wam powiem co. Ten obraz to zapowiedź tego, co się stanie w niedalekiej przyszłości. Już za dwa tygodnie jedenastu z was stanie do walki w obronie wiary i polskości. To nie będzie zwykłe wydarzenie sportowe – nie dajcie się zwieść lewackim pismakom. Wy staniecie przeciwko Turkom, przeciwko innowiercom, którzy nie przyjechali tutaj by grać w piłkę. Oni chcą szerzyć islam, eutanazję i kazirodztwo! Ale nie lękajcie się, bo Pan jest z nami. Z Jego pomocą pójdziecie do boju Boże Dzieci. Za Boga, Ojczyznę i PZPN! Tak nam dopomóż Bóg!
Kapelan reprezentacji Polski spojrzał na twarze piłkarzy. Ich oczy nie wyrażały nic poza ślepym zaufaniem i wiarą w słuszność idei głoszonych przez niego. Wszyscy byli gotowi umierać za ojczyznę. Wiedział, że selekcja była właściwa. Już 5 lat temu wybrali 40 prawdziwych Polaków. Bez cienia żydowskiej krwi, samych katolików, tylko białych. Od paru lat skoszarowani w zamkniętym ośrodku szkolili się pod okiem najlepszych fachowców. Cały ośrodek przygotowawczy w Licheniu był nowoczesny, choć elektroniki praktycznie nie było widać. Piłkarze mieszkali niczym mnisi – bez telewizorów, telefonów czy komputerów. I tyko laptopy sztabu szkoleniowego zdradzały, że cały ośrodek nie cofnął się do dwudziestego wieku. Wskazał ręką na drzwi szatni i powiedział:
– Ruszajcie. Trener czeka.
Piłkarze wbiegli na murawę i od razu otoczyli trenera. Blondyn o niemal białych włosach podszedł do niego i powiedział:
– Panie trenerze, chcemy zgłosić kilka wniosków.
– Do rzeczy – krótko rzucił trener.
– Po pierwsze nie chcemy tym Turkom podawać ręki na rozpoczęcie. To brudasy i muzułmanie. Zarazić czym może albo i gorzej.
– Przecież to mecz otwarcia! Będzie transmisja na pół świata! Na rany Chrystusa czy wy nie…
– Nie bluźnij pan – warknął blondyn. – Jesteś pan degenerat, pijak i margines społeczny. Ustalaj pan taktykę i nic więcej nie komentuj.
Trener nie odezwał się. Kiedy w 2008 roku PZPN relegował do niższych lig wszystkie zespoły zamieszane w skandal z kupowaniem meczów, to najwyższą klasą rozgrywkową została trzecia liga. Potem ktoś wpadł na wspaniały pomysł, aby wreszcie rozprawić się z chuligaństwem na stadionach. Najłatwiej było wyeliminować potencjalne zagrożenie, więc najzwyczajniej w świecie nie wystartowano z ligą w następnym sezonie. W ten sposób trzy lata przed Mistrzostwami Europy Polska została bez rozgrywek ligowych, a wszyscy
trenerzy i piłkarze poszli na bruk. Kiedy dostał propozycję prowadzenia reprezentacji nie posiadał się z radości. Nic innego robić nie potrafił. Kiedy zorientował się, że jest marionetką i niewiele ma do powiedzenia w temacie składu czy miejsca zgrupowania, było już za późno. Niemal szeptem spytał blondyna:
– Co jeszcze chcecie? Nikt was nie zmusi do podawania ręki Turkom. Po prostu wstyd będzie.
– Żaden to wstyd, a tylko honor. Po drugie chcemy zaprzestania treningu niesportowych zachowań, takich jak faule czy gra na czas.
– Teraz to nic nie rozumiem. Ręki nie podacie, a faulem się brzydzicie?
– Pan myli zdrowe współzawodnictwo z brataniem się z antychrystami. A trzeci postulat, to wycofanie z pana sztabu szkoleniowego Mariusza Maćkowiaka. Albo pan go usunie po dobroci, albo my się postaramy, żeby PZPN dowiedział się o jego niemieckiej babce. Jako kapitan reprezentacji mam moralny obowiązek informować zwierzchników o wszelakich przejawach niepolskości w kadrze.
– Co wam przeszkadza fizjolog? Przecież to fachowiec oddany reprezentacji i krajowi – twarz trenera była niemal bordowa.
– A któremu konkretnie krajowi? – Spytał blondyn, po czym obrócił się na pięcie i zaczął truchtać wokół boiska. Pozostali podążyli za nim.
Jaro

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.