„Lost” 3×10 „Tricia Tanaka Is Dead”

W lekkiej kropce jestem (pilkku, pozdrawiam! :) ). Myślałem sobie: „Ej, Q, co się będziesz zastanawiał, o czym dzisiaj notkę napisać. „Lost” jest to napiszesz o odcinku i notka z głowy”. No i rzeczywiście, „Lost” był, ale co pisać nie ma.

Odcinek zły nie był, a może i całkiem fajny, ale nie z gatunku tych, w których można odnaleźć coś ciekawego. Ot taki sitcomowy epizod, a którym dalej stoimy w miejscu. Z tą różnicą, że tydzień temu również staliśmy w miejscu i przy okazji było smiertelnie nudno, a dzisiaj stoimy w miejscu i przynajmniej było się z czego pośmiać. Zamiast nadętych epizodów z Innymi wróciliśmy na plażę, a tam zawsze się coś ciekawego może podziać, bo i więcej znanych i lubianych postaci do wykorzystania, a nie tylko wyłupiasty Ben i oznakowana Juliett.

Parę myślników wypisałem, ale żaden specjalnie interesujący.

– Piosenka z początku filmu. Myślałem, że to coś w wykonaniu Lynyrd Skynyrd, którzy jak wiadomo zginęli w katastrofie samolotu, ale okazało się, ż epiosenka była bardziej przyziemna. „Shambala” w wykonaniu Three Dog Night, którym chyba jednak nic się nie stało, co można by powiązać z serialem. No może poza ‚dharmowatym’ tytułem.

– Cheech Marin beznadziejnie wygląda w peruce.

– Pożywkę do swoich teorii spiskowych mają ci, którzy uważają, że wszystkiemu winien jest Vincent. Ledwie Hurley powiedział: „Śmierć ciągle mnie odnajduje” a z krzaków wybiegł Vincent.

– Ładna scena z meteorytem. Przynajmniej ożywiła flashback w przeciwieństwie do zeszłotygodniowego latawca.

– Roger, kierowca vana miał na kombinezonie logo Swan AFAIK. Nie wyglądało w świętej pamięci Swanie, żeby był tam gdzieś garaż. Nie mówiąc o podjeździe. Zresztą odnośnie vana to chyba można zadać co najmniej kilka pytań, na które ciężko znaleźć racjonalną odpowiedź.

– Balasty. Ech, co tu dużo mówić. Albo ich w ogóle nie było, a jak już dwa dołączyły do stałej obsady to co się nie pojawią to od czapy.

– Lekko głupawa scena pełna napięcia, w której Hurley i Charlie jadą prosto na Czarne Skały. Tak jakby nie mogli zakręcić bez odpalenia silnika.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl