3×14 – „Expose”

CSI: Lost vs. The Lost Twilight Zone, taki to był ten dzisiejszy odcinek. Podobał mi się aczkolwiek nie aż tak, żeby niczym Jonasz na pewny forum na pierwszym miejscu stawiać „największą tajemnicę balastów”. Jakaż to największa tajemnica? Że mają swoje historie i interesują się Wyspą? No mają i interesują, ale chodzi o to, że przez ponad 60 odcinków byli tłem i balastem. I teraz nic już tego nie zmieni, nawet takie na siłę (choć przyznaję, że bardzo sprytnie) pokazywanie ich z tej innej strony. Może się mylę, ale ja słowa Jonasza interpretuję jako „ach, cudowny serial, przez tyle odcinków nas zwodził i nagle jednym odcinkiem pokazał mądrość twórców i to jak nas za nos zwodzili cały czas”. Dla mnie pokazał tylko tyle, że jak chcą to potrafią. Na poczekaniu wymyślili tę historyjkę (aczkolwiek sprytnie :) ) i tyle. I zapewne bardzo się cieszą z tego, że wcześniejsze odcinki dały im na to szansę. Idę o zakład, że gdy we wczesniejszych odcinkach Paolo wychodził z kibla to nikomu ze scenarzystów się zadne diamenty nie śniły.

Mam szczerą nadzieję, że tytuł odcinka oznacza expose twórców: „Przepraszamy, Balast rzeczywiście nam się nie udał. Niech spoczywają w spokoju”.

Wydarzenie odcinka: Lando Carlissian.

 

Wg mnie odcinek bardzo fajny i nazwijmy to sprytny. Typowy zapełniacz, ale na wysokim poziomie.

A i jeszcze czuć było, że Balasty żyją. Tak się guzdrali z tym ich zakopywaniem, że aż strach :) Warstwa piachu nie aż taka wielka. Jest szansa, że się odkopią niestety.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.