„28 Weeks Later”

Zombie szybkobiegacze wracają. Parę lat temu, każdy kto uważał żywe trupy za powolne stwory, które powłóczą nogami i krzyczą, że chcą mózgu (choć to również przyszło z czasem, gdy milczące zombie się znudziły) musiał zrewidować swoje poglądy trafiając na seans filmu Danny’ego Boyle’a, reżysera słynnego „Trainspotting”, w którym zombie zasuwały aż miło. Tym filmem było „28 Days Later”, w którym szast prast i kolejny bohater był zjadany. Pomysł ten zresztą przypadł do gustu również amerykańskim filmowcom, bo w remake’u „Dawn of the Dead” wyreżyserowanym przez Zacka Snydera, który obecnie święci triumfy swoim „300”, żywe trupy również śmigały aż miło.

Tymczasem doczekaliśmy się kolejnej części „28 Days Later” – „28 Weeks Later”. Na pierwszy rzut oka nikt z oryginalnej obsady nie pozostał i zmieniło się wszystko łącznie z reżyserem. W zamian dostaliśmy zapomnianego już nieco Roberta Carlyle’a, prześliczną Rose Byrne i Dejtukmajsona, który jak widać skutecznie opuścił Wyspę.

Akcja filmu rozgrywa się pół roku po wydarzeniach z pierwszej części filmu. Wielka Brytania została całkowicie wyludniona a dzielni Amerykanie wpadają na genialny pomysł aby na nowo ją zaludnić. Już w maju przekonamy się czy im się to uda, choć każdy wie, co i jak. Inna sprawa jak to mówią: jeśli ktoś może uratować świat to tylko Amerykanie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.