Najbardziej depresyjna pasterka we wszechświecie

Wróciłem parę minut temu z najbardziej depresyjnej pasterki we wszechświecie. Co prawda nie mam porównania, ale nie wyobrażam sobie, że gdzieś mogłaby być jeszcze bardziej depresyjna. I o dziwo depresyjność tej naszej pasterki wcale nie wynikała z mojego samopoczucia. O dziwo, bo zwykle chodzę na pasterkę sam (z konieczności) a to nie jest zbyt radosne przeżycie. Tym razem jednak nie było czasu na głupie myśli i rozglądanie się dookoła patrząc na ludzi, którzy na pasterkę nie przyszli sami. Nawiasem mówiąc nikogo nie znałem. Wszyscy znajomi się już wynieśli, czy co? No widziałem jedną znajomą osobę, ale to inna historia.

Początek pasterki był normalny i przez parę minut nic nie różniło się się od zeszłorocznych standardów (chodzę co roku, to mam porównanie). A potem wyszedł na kazanie ksiądz-senior rodem z Niemiec i się zaczęło. Łamiącym się głosem, powoli wypowiadając każde słowo zagaił, ze mamy dziś radosny dzień. Słuchając brzmienia jego głosu nijak nie wyglądało na to, że dzień jest radosny. Już prędzej przypominało to przemówienie najbliższej osoby z rodziny zmarłego. I tak przez chwilę, aż w końcu zaczął opowiadać o tym, jak kupował bombonierkę i „coś tam jeszcze” w Realu i jak miał czas na rozmyślanie, bo w kolejce do kasy stał dwie godziny. Podczas tych rozmyślań przypomniał sobie niemieckiego dziadka, który kiedyś pytał go kiedy jest Boże Narodzenie, bo dziadek nie wiedział, co odpowiedzieć na pytanie syna. Pytanie z pozoru łatwe, ale nie do końca tak było. Zanim nasz ksiądz sprawozdawca znalazł właściwą odpowiedź zaczął zastanawiać się czy Boże Narodzenie jest w Realu a może w Geancie? Zastanawiał się dłuższą chwilę, aż w końcu zaprzeczył, że tam i zawiesił głos przed udzieleniem odpowiedzi. I kiedy przez głowę przeszło mi, że pewnie w Biedronce, to jednak okazało się, że nie. Boże Narodzenie jest w każdym z nas. Takiej odpowiedzi udzielił niemieckiemu dziadkowi, któego ta odpowiedź zadziwiła.

I tak depresyjne kazanie (cały czas tym samym głosem) trwało jakieś dwadzieścia minut. Nie dość, że było depresyjne to jeszcze przewidywalne. Dowiedzieliśmy się, co ów ksiądz trzyma na swoim biurku – trzy zdjęcia. Jedno swojej mamy, drugie papieża Jana Pawła II „a wiecie czyje jest trzecie?”. Pewnie tego niemieckiego dziadka pomyślałem…

Na trzecim zdjęciu u księdza na biurku był papież Benedykt XVI.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.