„Severance”

Grupka brytyjskich pracowników firmy zbrojeniowej wyrusza na obóz integracyjny w Europie Wschodniej. Zanim jednak docierają na miejsce, w wyniku wymiany zdań z kierowcą autobusu lądują w samym sercu nieznanej głuszy.

Rozluźniające kino na wieczór przy piwie i orzeszkach. Czarna komedia z elementami makabry w brytyjskim wydaniu podana na zakrwawionej tacy. Na horror to za mało straszne, na komedię za bardzo krwawe, czyli w zasadzie to, co tygrysy Quentiny lubią najbardziej. I rzeczywiście, film trafił w moje gusta. Uśmiałem się, a jedyne na co narzekałem, to trochę zbyt mało makabry jak na moje gusta. Oczywiście dla ludzi o normalnych gustach będzie jej aż zanadto, ale myślę, że warto spróbować, bo dla kilku zabawnych scen i prawdopodobnie najlepszego onelinera jaki słyszałem w ciągu kilku ostatnich miesięcy (a może i lat) zdecydowanie opłaca się poświęcić trochę cennego czasu.

Jeśli więc znudziły cię długie, strrraszne czarne włosy u azjatyckich dziewczyn, atmosfera budowana przez pierwszą godzinę filmu tylko po to żeby się potem dowiedzieć, że w ścianie zamurowane jest ciało i inne tym podobne rzeczy i nie macie nic przeciwko filmowi w gruncie rzeczy prostemu i niespecjalnie odkrywczemu, to ‚zapodajcie’ sobie „Severance”. To taki dużo lepszy (vo mniej poważny) kuzyn „Hostela”, ale niech się nikt nie przeraża – podobieństw wiele nie ma.

W gruncie rzeczy to film, na którym ostatnio najwięcej się śmiałem. No i przede wszystkim szczerze. Szczególnie Danny Dyer znany z „Football Factory” podnosił temu filmowi ocenę, za każdym razem, gdy tylko się pojawiał na ekranie. 5(6)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.