„JAK W NIEBIE” [„SA SOM I HIMMELEN” AKA „AS IT IS IN HEAVEN”]

Światowej sławy dyrygent zmuszony stanem swojego zdrowia wraca do małego miasteczka w Szwecji, w którym spędził swoje dzieciństwo.

Wielki hit szwedzkich kin nominowany jakieś dwa lata temu do Oscara. Całkiem zasłużenie zresztą. Poczytałem trochę opinii o tym filmie i ludzie piszą, że naiwny, głupi i jeszcze taki i siaki, ale co oni tam wiedzą. Może i naiwny, ale za to jak fajnie się go ogląda! No, a przynajmniej mnie. Żeby tak u nas kręcili takie normalne filmy, ale nie, muszą udziwniać najgłupsze już nawet historyjki.

Bardzo lubię filmy, w których przedstawione są kolejne etapy powstawania czy to dzieł sztuki, czy kompozycji muzycznych. Lubię na to patrzeć od kuchni dlatego jeszcze bardziej „As It…” mi się spodobał gdyż w filmie jesteśmy świadkami tworzenia od podstaw chóru parafialnego, który stopniowo podnosi swoje kwalifikacje aż do przepięknej pieśni stanowiącej kulminację całego filmu wykonanej przez popularną w swoim kraju Helen Sjoholm, która wcieliła się tutaj w jedną z ról.

Całość podana w typowo szwedzkim stylu czyli normalnie opowiadając o normalnych problemach normalnych ludzi w efekcie czego powstaje film nienor… yyy… :) więcej niż przeciętny oparty na przeciętnych podstawach. Może i naciągane jest to jak wiele konfliktów drzemie w zabitej dechami miejscowości i że akurat tam co drugi mieszkaniec (nawet babcia z aparatem słuchowym) potrafi śpiewać, ale wszystko pokazane jest tak, że ja w to uwierzyłem bez chwili zwątpienia. PzS: 5+(6). Byłoby całe 6, ale końcówka mi się nie spodobała. Nie, że była do kitu czy coś w tym stylu, ale mi się nie spodobała i już.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.