GOŁO I NIEWESOŁO

Jest sobie taki słynny brytyjski film, a zwie się on „The Full Monty” czyli tłumacząc dosłownie na nasze „Goło i wesoło” hehe. Mniejsza z tym o co w nim chodzi, bo każdy wie (a kto nie wie niech żałuje), bo na potrzeby tego co piszę potrzebny jest mi tylko jego początek. Początek, w którym możemy zobaczyć pochwalne peany na temat miasta, w którym rozgrywa się akcja filmu – to jak się rozwija, jakie mozliwości stwarza jego mieszkańcom i takie tam. Tyle tylko, że to stara kronika filmowa, a rzeczywistość nie jest już taka różowa. Pstryk i po chwili widzimy bezrobocie, upadające zakłady, syf malaria.

Zeszła sobota była słoneczna więc wyleźliśmy z Muńkiem połazić po Ogrodzieńcu. Obgadaliśmy wszystkich znajomych, pośmialiśmy się z głupich filmów, pohuśtaliśmy na huśtawkach na placu zabaw na Krępie – ogólnie złaziliśmy spory kawałek i pooglądaliśmy co w trawie piszczy. I choć było wesoło, to naszła mnie pewna smutna refleksja.

Część pierwsza. Jak by mogło być.

Turystów wjeżdżających do Ogrodzieńca od strony Olkusza wita nowoczesna budowla ze szkła, plastyku i stali schowana w zielonych lasach ciągnących się nieprzerwanie od kliku kilometrów. Nagle z leśnej gęstwiny wyłania się ten majestatyczny, kolorowy budynek zwieńczony dwoma ogromnymi zjeżdżalniami. To Park Wodny – miejsce pracy i rozrywki dla tysięcy miejscowych i przyjezdnych. Mimo wczesnej godziny stoi przy nim już kilkadziesiąt zaparkowanych samochodów, a tłum turystów kłębi się przy bramie wejściowej. Zjeżdżając w dół wzdłuż parkingów dojeżdżamy do miejsca, w którym kończą się zabudowania Parku Wodnego, a zaczynają drewniane stajnie hipodromu położone na brzegu naturalnego jeziorka otoczonego piaszczystymi plażami. Stajnie zajmowane sa przez kilkanaście koni, które wystąpią w dzisiejszym pokazie skoków przez przeszkody. Hodowcy z całej Polski przyjechali tu dzisiaj, aby zaprezentować najlepsze ze swoich rumaków, a widzowie chętni estetycznych wrażeń rozmawiają o wysokości kolorowych przeszkód ustawionych na placu hipodromu. Tymczasem na boisku piłkarskim tuż obok odbywa się mecz piłki nożnej pomiędzy amatorskimi drużynami z Ogrodzieńca. Boisko to dostępne dla wszystkich chętnych może pochwalić się równą, zieloną murawą, świeżo pomalowanymi bramkami i precyzyjnie wysypanymi liniami. A wszystko to dzięki zaangażowaniu okolicznej młodzieży, która dba aby to boisko, choć nie w pełni wymiarowe, służyło im jak najlepiej przez najbliższe lata. Zostawmy na chwilę mecz i skierujmy się ulicą prowadzącą nas do lasu. Po około dwóch kilometrach dojeżdżamy do letniego ośrodka wypoczynkowego położonego w malowniczej okolicy otoczonej z każdej strony drzewami. W brodziku kąpie się już kilkanaścioro dzieci, a kawałek dalej w czystym basenie pływają dorośli od czasu do czasu wychodząc na brzeg i opalając się na ręcznikach położonych na trawie wokół basenu. Wszystkiemu ze swojego domku przygląda się ratownik. Kawałek dalej swoje królestwo mają wędkarze siedzący na brzegu zarybianego stawu. Szczęśliwcom udało się zająć miejsce na drewnianym molo, a reszta musi się zadowolić składanymi krzesełkami. Ci, którzy nie znaleźli dla siebie miejsca poszli z wędkami trochę dalej wgłąb lasu aby spróbować szczęścia w płynącej między drzewami rzece.

Część druga. Jak jest.

Turystów wjeżdżających do Ogrodzieńca od strony Olkusza wita postapokaliptyczny widok – betonowe ruiny schowane w zielonych lasach ciągnących się nieprzerwanie od kliku kilometrów. Nagle z leśnej gęstwiny wyłania się ten szkielet, który nigdy nie nabrał kształtów choćby i trochę przypominających budowli, którą pierwotnie miał być, czyli kształtów Parku Wodnego. Na ironię zakrawa stojąca tam jeszcze tablica z rysunkiem przedstawiającym ostateczny kształt inwestycji i napisem „Budujemy to dla was”. Schodząc w dół wydeptaną w glinie i błocie ścieżką i uważając aby się zbytnio nie pochlapać, napotykamy na pozostałości jakichś dziwnych zabudowań. W zasadzie gdyby nie wyrównany piaszczysty teren i kilka drewnianych elementów wbitych w ziemię, to ciężko byłoby w ogóle zwrócić uwagę na to, że jeszcze nie tak dawno temu stał tu hipodrom. Po drewnianych stajniach nie ma już śladu, a wszystko co było do rozkradzenia, łącznie z wysoką budką dla komentatora zawodów, dawno już zostało rozkradzone. Tuż obok okoliczni mieszkańcy wyrzucają śmieci traktując to miejsce jako alternatywę dla położonego na obrzeżach miasta wysypiska. Ktoś wyrzucił oponę, ktoś żwir, a ktoś inny całą kupkę słoików, a nawet zastawę stołową. Dwa wypełnione po brzegi worki leżą pod drzewem i czekają na lepsze czasy. Tymczasem parę metrów dalej znajduje się opuszczone boisko sportowe. Smutne bramki czekają na kogoś, kto zacznie strzelać do nich gole, a kamienista murawa rozjeżdżona jest przez amatorów robienia „zrywów” samochodami. Jeszcze trzy lata temu murawa była równa i zielona, ale została zniszczona przez ciężkie samochody wywożące na boisko zwały śniegu z całego miasta. Śnieg stopniał, a pozostały hałdy żwiru. Tuż obok boiska w stronę lasu prowadzi droga, która kończy się tuż przy letnim ośrodku wypoczynkowym. W mętnej wodzie brodzika pływają liście, a zdewastowany basen tuż obok straszy odłamkami betonu i zielonymi chwastami. W budynku ratownika dawno nie było nikogo, a znajdujący się nieopodal staw prawie że wysechł. Staw ten podobno jest zarybiany, ale złapać w nim rybę graniczy z cudem. Być może ryby wystraszyły się kilku pali wbitych w dno – smętnej pozostałości po drewnianym molo.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl