„KISS KISS BANG BANG” [„KISS KISS BANG BANG”]

Drobny złodziejaszek (Robert Downey Jr) zamiast zrobić filmową karierę, całkiem przypadkiem zostaje wplątany w skomplikowaną intrygę.

Shane Black. Facet, który napisał dwie części „Zabójczej broni”, „Ostatniego skauta”, oraz który otrzymał swego czasu największe honorarium za napisanie scenariusza („Długi pocałunek na dobranoc”), powraca. Niestety nie ma się z czego cieszyć.

Boże, cóż to za nudziarstwo! Intryga przkombinowana do granic możliwości, Downey Jr rozgadany i paplający bez sensu, akcji mało, onelinerów brak (no jeden może był, góra dwa)… całość wygląda zupełnie jak nie film napisany przez Shane Blacka. Jasne, facet ma już dawno za sobą najlepszą formę, ale jednak jakieś granice przyzwoitości to obowiazują.

O „Kiss Kiss…” można powiedzieć wiele złego, a prawie nic dobrego. Trochę nagości było – to jest główny plusik. Więcej nie potrafię sobie przypomnieć. Strata czasu niestety.

PzS: 2(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl