„KING KONG” [„KING KONG”]

Historia niemal tak samo stara jak kino. Wielka małpa i grupa śmiałków, którzy myślą, że sobie z nią poradzą.

Kolejny film Petera Jacksona, opromienionego blaskiem sławy „Władcy pierścieni”. Kolejny dobry film, choć nie tak efektowny jak opowieść o kurduplach, która jednak dużo bardziej była dodmuchana i dochuchana. W przypadku „King Konga” widać, że nie zamierzał go w nieskończoność kręcić i wolał skończyć zdjęcia wcześniej niż później.

„King Kong” to typowe hollywoodzkie widowisko nakręcone z wielkim rozmachem i z jeszcze większym budżetem. I jako widowisko sprawdza się doskonale. Wielkich i ważnych treści nie ma co w nim szukać, ale nie jest to żaden minus w końcu „King Kong” to film rozrywkowy i jako taki dostarcza solidnej porcji rozrywki.

Największe wrażenie zrobiły na mnie oczywiście efekty wizualne, ale nie żadne dinozaury ani wielka małpa, tylko końcowa sekwencja na wysokości. Te kilka minut, to jedna z bardziej efektownych rzeczy jakie ostatnio widziałem – robiły szczególne wrażenie na osobie, która ma lęk wysokości. Naprawdę cudo. Dinozaury pozostały w cieniu – zresztą według mnie za dużo ich było, wolałbym jakąś scenę z Naomi Watts w kąpieli pod wodospadem. Tytułowa małpa całkiem sympatyczna, choć wydaje mi się, że w zależności od potrzeb raz była większa, a innym razem znowu mniejsza.

Aktorzy znowu na drugim planie – bez fajerwerków, ale też bez wyjątkowego cieniowania. Jakoś tak mam, że traktuję Adriena Brody’ego jakby był polskim aktorem (ciekawe czemu :) ), a to wpływa pozytywnie (choć zupełnie nie wiem dlaczego) na końcowy odbiór. Reszta poprawnie. Zresztą Jack Black już zagrał rolę swojego życia, wykopując z mostu pieska głównego bohatera „Anchormana” zdaje się więc lepiej być nie mogło.

Całość wcale nie za długa, a Stany Zjednoczone lat 30 bardzo fajnie pokazane i doprawdy nie widzę powodu żeby wycinać cokolwiek z tego filmu.

PzS: 5(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl