„JUST LIKE HEAVEN” & „JARHEAD”

„TAK JAK W NIEBIE” [„JUST LIKE HEAVEN”]

David (Mark Ruffalo) wprowadza się do podejrzanie taniego (jak na wielkość metrów kwadratowych i wyposażenie) mieszkania. Wkrótce się przekona dlaczego było takie tanie.

Na Walentynki w sam raz. Kolejna romantyczna komedia, nie przynosząca absolutnie nic nowego, ale sympatyczna do oglądania we dwoje. Wszystko jest tu na swoim miejscu tak, że nie wyróżnia się na plus ani na minus ponad/poniżej średniej „komedioworomantycznej” więc dla zagorzałych przeciwników gatunku będzie to kolejny dowód na to, że wszystkie k.r. to filmy na jedno kopyto. No, ale jak ktoś to lubi, akceptuje i mu nie przeszkadza to zawiedziony nie będzie.

Marka Ruffalo lubię w takich rolach i według mnie nadaje się do nich idealnie w przeciwieństwie do filmów typu „Collateral”. Partneruje mu Reese Witherspoon, która również stworzona jest do takich ról. Tak więc para bohaterów jest sympatyczna i cały film również jest sympatyczny.

PzS: 4(6)

***

„JARHEAD – ŻOŁNIERZ PIECHOTY MORSKIEJ” [„JARHEAD”]

Historia jednego żołnierza. Swoof (Jake Gyllenhaal) zamiast na studiach ląduje w piechocie morskiej. Jeszcze o tym nie wie, ale w perspektywie ma wyjazd do Iraku i Wojnę w Zatoce.

Oparty na książkowym bestsellerze film nie zachwyca niczym. Swoboda inscenizacyjna, perfekcyjny warsztat a i owszem, ale nic ponadto. Filmy antywojenne były dobre, gdy biedactwa wyjechały do Wietnamu i tam zostały zaskoczone przez bandę wieśniaków. Teraz, gdy pchają się wszędzie gdzie tylko ktoś pierdnie, to doprawdy nie widzę powodu żeby im współczuć. Orajt, żadna w tym wina reżysera, że urodził się w dziwnym kraju, ale mnie to nie rusza.

Nie podobało mi się. Czasu poświęconego na seans nie żałuję, ale wracać do „Jarhead” nie mam więcej zamiaru. Wolę „Pluton” enty raz obejrzeć. Poza tym trochę niechętnie reaguję na pojawiające się ostatnio w każdym filmie twarze panów Gyllenhaala i Sarsgaarda. Nie żeby złymi aktorami byli, ale od nadmiaru głowa boli. Bez dwóch zdań – nadal najlepszym filmem Sama Mendesa pozostaje bezapelacyjnie „Road to Perdition”.

PzS: 3(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl