KYPBA JAK ZIMNO!

No pogłupiało z tym mrozem dokumentnie. Non stop przemarznięty jestem, nawet się nosa boję dotknąć, bo łapy mam takie zimne, że aż parzy. Kaloryfery niby grzeją, a ciepła nie ma ani deka. Poubierany jestem po uszy, a i tak zamarzam. Upały do dupy, mrozy do dupy, jak nie urok to sraczka.

Pisanie pracy powoli posuwa się do przodu. W miarę udaje mi się nawet utrzymywać ten codzienny limit 4 stron, choć przyznam niezmiernie jest to trudne. Codziennie mnie skręca, gdy musze zacząć pisać. Najgorzej było wczoraj. Cztery godziny ślęczałem nad edytorem, z czego góra godzinę może coś pisałem. Resztę czasu zastanawiałem się nad tym, jak bardzo nie chce mi się pisać, ewentualnie na bieganie od strony do strony. Niby nic w tym Internecie nie ma, a jednak klikam w nadziei, że coś znajdę. Wszystko jest bowiem lepsze od pisania pracy. Na szczęście dzisiaj było trochę lepiej i nadrobiłem wczorajszy dzień, przy czym spokojnie mógłbym wyrobić większy procent normy, ale zrobiłem sobie krótką przerwę na przeczytanie postów i do pisania pracy już nie wróciłem.

Zresztą co się tylko da, odciąga mnie od pisania. Szczególnie „Lost”, który nagle okazało się, bardzo mi się podoba. No i w skróconym czasie zostałem miniekspertem od „lostowych” tajemnic, a także ciurkiem oglądnąłem wszystkie odcinki jakich jeszcze nie widziałem. Dzisiaj premiera nowego, mam nadzieję, że uda mi się go w miarę szybko ściagnąć. Choć przy mojej sieci to niczego nie można być pewnym – nawet śmierci i podatków. No, ale nie będę Was zanudzał.

No i to w skrócie tyle informacji. Tradycyjnie nie dzieje się nic ciekawego. Stracha ciągle mam, bo zbliżam się do rozdziału, który nie wiem za bardzo jak napisać – no, ale tym będę się martwił w przyszłym tygodniu. Na razie się cieszę, bo zdaje się, że o 0:50 ma być w TVP półfinał debla w Australian Open. Fanem tenisa nie jestem, ale sport to sport, a że graja Polacy, to będą emocje. Choć oczywiście będzie pewnie tak jak z Olszą, czy inna Grzybowską, która szła jak burza kiedyś, doszła do finału turnieju juniorów, finał nadała telewizja, a ona przegrała, bo… speszyła ją transmisja telewizyjna.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.