CHAMEM JESTEM

„Chamski łeb” ze mnie, jak to twierdzi moja babcia. Znów potwierdziłem taką opinię o mnie :) Ktoś zapytał o czym jest pierwszy odcinek drugiej serii „Lost” więc odpowiedziałem:

Zaczyna się od tego, że jakimś cudem do brzegu dopływają Jin, Michael i Sawyer. Powitaniom nie ma końca. Nagle radość przerywa niespodziewane wydarzenie. Na wyspę Lostowiczów przypływa pontonem ekipa CNN żeby zrobić wywiad z Jackiem. Sawyer schowany w krzakach obserwuje z dala całe wydarzenie i klnie pod nosem, że nie z nim chcieli gadać tylko z doktorkiem. Ze swoich zachomikowanych zapasów bierze ostry nóż i przecina ekipie CNNu wszystkie kable, przebijając też (ale przypadkiem) ponton. Skoro już nie mają jak wrócić, to Hurley proponuje żeby ich zjeść. „Ludzkie mięso smakuje jak kurczak” przekonuje Lostowiczów, na co przytakują nasi symaptyczni Koreańczycy. Kate mówi, że ona ma już krew na rękach więc nie ma zamiaru uczestniczyć w zabijaniu ekipy CNNu. Uspokaja ją Locke, który mówi żeby się nie przejmowała, bo przecież zjedzą ich żywcem. Hurley i Sun przytakują, a Jin komentuje to wszystko po koreańsku. Wśród fanów opinie są podzielone. Niektórzy na przekór opinii wyrażonej na lostnet.com przez specjalistę od języka koreańskiego, według której Jin powiedział: „Rzeczywiście, po zabiciu człowieka jego mięso smakuje gorzej, a jego smak może poprawić chili, którego tu nie mamy”, uważają, że powiedział zgoła coś innego, ale nie chcą powiedzieć co. No, ale wracjąc do ekipy CNNu to oni się śmieją, bo myślą, że to żarty. Kiedy Hurley bierze pierwszy kęs piersi reporterki nadal myślą, że to żart.

Nagle z krzaków dobiega przeraźliwy krzyk: „WAAAALTT!!!!! WALLLTTTT!!!!”

Tak się kończy pierwszy odcinek. W drugim podobno ma się okazać, że Charlie z Michaelem znaleźli wzmacniacze i postanowili założyć kapelę Get Lost. Przeraźliwe krzyki z końca pierwszego odcinka, to refren ich pierwszej piosenki: „Where the fuck is Walt”.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.