76

Trzeci rozdział skończony. Znaczy pierwszy, ale trzeci w kolejności pisania. 76 stron do przodu, mam nadzieję, że bez konieczności zbyt wielu poprawek. Co powie promotorka, co powie promotorka, czy znów się wykręci, czy studenta zniechęci…

W weekend wolne. Co prawda zauważyłem pewną nieprawidłowość, ale nie wpłynie to na „odmagisterkową” labę. A ta nieścisłość jest taka, że sam sobie przecież wyznaczam dwa terminy:
– 4 strony dziennie,
– 1 rozdział tygodniowo.
Rozdział napisałem w pięć dni, czyli zmieściłem się w drugim terminie. Rozdział ma 22 strony, czyli na razie mieszczę się z nawiązką również w pierwszym terminie. Tyle, że dwa dni przerwy spowodują, że pierwszy termin zostanie zignorowany. A to już drugi raz, bo w zeszłym tygodniu było to samo, tylko stopień ignorancji był mniejszy, bo rozdział miał 26 stron.

I tylko nie chce mi się liczyć, który termin jest ważniejszy. Bo jeśli ten drugi to no problem, ale jeśli ten pierwszy, to mogę nie zdążyć o 13 stron (w tym jedna strona z rozdziału trzeciego, 29-stronicowego).

No nic dziwnego, że mi bije skoro zamiast oglądać świeżutki odcinek Losta, to siedziałem ponad pięć godzin (z dużymi przerwami) nad edytorem tekstu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.