PARĘ SNÓW Z OSTATNICH DNI

Tradycyjnie pamiętam nie za wiele… ale tak naprawdę niedużo…

Sen 1: Była zima, a ja chodziłem do szkoły, z której do domu miałem parę kilometrów na piechotę. W związku z tym było mi zimno. Niedaleko szkoły mieszkali sobie razem pilkku i Kurt Russell. Dobrzy to ludzie byli, bo zaoferowali mi schronienie u siebie na czas zimy. No i wylądowałem w pokoju z pilkku. Dziwny to był pokój, wąski taki i długi zarazem – spaliśmy po przeciwnych stronach, a nasze łóżka położone były przy oknach. Dzieliło je jakieś lekko dziesięć metrów. Szybko okazało się, że pilkku ma problemy ze spaniem, bo przez szparę w oknie, co nocy przedostawała się na jej łóżko kuna, czy tam inny futerkowiec. Szybko wziąłem sprawy w swoje ręce, załatałem szparę w oknie (dziwne to był szpara, bo mróz się przez nią nie przedostawał), a pilkku w końcu mogła spokojnie spać. Minęło dwadzieścia lat. Dalej mieszkaliśmy we trójkę, przy czym Kurt Russell przestał mnie lubić. A przestał, bo do czasu az ja się pojawiłem w ich mieszkaniu, to na corocznym konkursie pieczenia ciast, to właśnie Kurt wygrywał pierwszą nagrodę. A potem pojawiłem się ja, też startowałem w tym konkursie i już każdego roku moje ciasta były lepsze od ciast Kurta Russella.

Sen 2: Wracałem sobie do domu (mojego własnego, realnego, a nie tego z pilkku i Kurtem), a tu na mojej ulicy roiło się od policjantów. Dziwne. Jeszcze dziwniejsze było, że gdy wszedłem na swoje podwórko, to przy schodach do domu ujrzałem jednego policjanta z prewencji w kasku i z pałką, oraz faceta w prochowcu, zapewne detektywa. Miałem wrażenie, że go znam. Czułem, że prowadzi jakąś sprawę przeciwko mnie. Podszedł do mnie i mówi:
– Jeszcze nie znaleźliśmy twojego teścia.
Zaśmiałem się i powiedziałem mu, że dupa jest, a nie policjant, skoro nawet nie odkrył jeszcze, że ja nie mam teścia. Rozmowa nabrała tempa i po chwili wiedziałem o co chodzi. Szukali siostry Gusi (Gusia, to moja bardzo eks; nie ma siostry) i chcieli Ją znaleźć przez Gusię. A, że nie mogli znaleźć Gusi, to chcieli Ją znaleźć przez Jej ojca (czyli de facto mojego niedoszłego teścia). A, że nie mogli znaleźć Jej ojca, to pomyśleli, że znajdą Go przeze mnie. Uff. I rzeczywiście, tak uruchomiona lawina przyniosła skutek, bo znaleźliśmy I Gusię i jej siostrę. A dlatego szukali Jej siostry, bo podobno zakopała swoje nowonarodzone dziecko. Siostra Gusi ze łzami w oczach przyznała się do tego i wskazała miejsce zakopania noworodka. Policja zaczęła kopać i… odkopała żywe dziecko. Ubrudzone całe w ziemi, ale żywe. Na koniec smu chciałem jeszcze wstąpić do policji, ale facet w prochowcu mnie wyśmiał i powiedział, że się nie nadaję.

Sen 3: Teraz będzie już szybko, bo niemal nic nie pamiętam. Wiem, że to był jakiś straszny sen. Tak straszny, że w dwóch jego momentach… zamknąłem oczy :) Składał się z dwóch części. Pierwszą pamiętałem po obudzeniu, ale teraz już nie. A drugiej pamiętam skrawek. Było sobie małżeństwo. No i żona zaczęła się wydzierać do męża, ze on ją zdradza. Stali na krawędzi przepaści obok dziwnego urządzenia – kuli złożonej z metalowych prętów. W jej środku były dwa fotele. Wsiedli do środka i rzucili się w niej w przepaść. Kula obijała się o krawędzie skał, a oni w środku łamali się, krwawili, wrzeszczeli – nic ich nie chroniło przed upadkiem. Pręty nadawały tylko kształt tej kuli, a w środku była pustka, fotele i małżeństwo. Na koniec snu miałem widok od spodu przepaści. Widziałem jak kula się zbliża coraz wolniej, wolniej, wolniej. Była już całkiem blisko i wiedziałem, że po następnym obrocie zatrzyma się tuż przy mnie, a ja zobaczę co jest w środku, czyli pokiereszowane zwłoki. Wiedziałem, że widok będzie nieprzyjemny więc odwróciłem wzrok/zamknąłem oczy i się obudziłem.

Sen 4: Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, Niemcy 2006. Mecz Polska – Kostaryka. Wszystko już wiadomo – wygramy 2:1, widziałem ten mecz. Najpierw będziemy przegrywać 0:1. potem będzie 1:1, a zwycięska bramka padnie w okolicach 80 minuty. Gol właściwie z niczego. Długa wrzutka z własnej połowy na kostarykańskie pole karne. Przez dwóch obrońców przedrze się nasz zawodnik (nie wiem kto, jakiś brodacz) i mimo tego, że będą go trzymać za koszulkę, to strzeli gola. Piłka jeszcze odbije się od bramkarza i wpadnie do siatki.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.