„FACET Z OGŁOSZENIA” [„MUST LOVE DOGS”]

Sarah (Diane Lane) szuka sobie jakiegoś fajnego faceta. Cała rodzina pomaga jej w poszukiwaniach, ale Sarah jest wyjątkowo wybredna. Inna sprawa, że przedstawiani jej kandydaci nie grzeszą męskim magnetyzmem (nie żebym się znał, ale tak słyszałem :) ). Gdzie więc szukać idealnego kandydata na resztę życia? Jak to się teraz mówi: jak trwoga, to do portalu Hoga – rozwiązaniem jest Internet. Ogłoszenie Sary na jednym z portali randkowych dodaje siostra naszej bohaterki i tym sposobem wkrótce na drodze Sary staje Jake (John Cusack) – romantyk uważający „Doktora Żywago” niemalże za Biblię.

Jeśli gdzieś w Internecie, czy gdziekolwiek indziej, pod hasłem „komedia romantyczna” ukryty jest jakiś szablon, to „Must Love Dogs” (jeden z nielicznych przykładów na to, że tytuły zarówno oryginalny, jak i „przetłumaczony”, obydwa potrafią być głupie) z pewnością został nakręcony właśnie według niego. I w zasadzie to tyle mam do powiedzenia na temat tego filmu. Kto lubi komedie romantyczne, ten zawiedziony nie będzie.

Jak już pisałem nie raz, mnie schematy w komedii romantycznej nie przeszkadzają. Lubię i akceptuję ten gatunek w jego czystej i nieskomplikowanej formie. Wystarczy mi para sympatycznych bohaterów, dobre dialogi (choćby i o niczym) i odrobina wzruszenia i już to kupuję. Nie przeszkadza mi, że już po napisach początkowych wiem, co wydarzy się do końca filmu. Dlatego też „Must Love Dogs” mi się spodobało i gdyby nie jedna rzecz, to złego słowa bym o nim nie powiedział. Tyle tylko, że ma jeden, poważny feler.

Wszystko toczy się tutaj jak należy, aż tu nagle po około godzinie filmu scenarzysta, badź też reżyser, zorientowali się, że, cholera! trzeba kończyć. A jako, że jasną sprawą jest, ze godzina to trochę za mało jak na pełnometrażowy film, to postanowili ratować swoje dzieło. No i niestety poratowali je wyjątkowo nieudolnie, każąc swojej bohaterce zachować się zupełnie nieracjonalnie, niespodziewanie i bezsensownie. No jasne, kobieta zmienną jest, no ale bez przesady! Tak mnie to zdenerwowało, że ocena momentalnie spadła w dół. No, ale mam miękkie serce i do końca filmu wróciła do poziomu 4+(6). A byłoby więcej gdyby nie ta jedna rzecz, o której bez spoilera nie sposób napisać.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl