MÓJ PIERWSZY RAZ

Postanowiłem się dotlenić i iść na grzyby. Kiedyś bardzo lubiłem łazić za grzybami, ale ostatnimi czasy jakoś marnie z tym było. Właściwie to nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem na grzybobraniu. Trochę to przez to, że nie chce mi się, a trochę przez to, że w okolicy to z grzybami jest różnie, ze wskazaniem na „nachodzisz się, a mało co przyniesiesz”. No, ale ostatnio Mąż Cruelli przynosił całkiem sporo więc się podłączyłem pod leśną wycieczkę.

Z początku żałowałem, że się wyruszyłem z domu. Na miejscu grzybobrania byli jakiś dziadek, jakaś babcia i jakichś trzech wnuczków w wieku bardzo różnym. Pal sześć ich obecność, bo przecież las nie jest mój i każdy może dop niego przyjść, ale do szału doprowadzało ich ciągłe nawoływanie. Ja wiem, że od małego nam się wpaja taki frazes, że „chcesz se pokrzyczeć to idź do lasu”, ale według mnie nie ma w tym nic dobrego. Człowiek idzie do lasu, chce sobie w spokoju połazić za grzybami, a tu „Baaaabciaaaa, gdzie jeeeesteeeś?!?!”, „Krzyyysiuuu, nieee jedz muchomooraaa!!!!”, „Dziadziuuu, a cooo tooo zaa grzyyb???!!?”. No myślałem, że szlag mnie trafi. Na szczęście jakoś udało się ich zgubić i potem już był spokój.

A samych grzybów, jak to się mówi, w trzy dupy. Najwięcej kani. Bardzo lubię kanie, ale niestety moje ich lubienie jest wprost proporcjonalne, do nielubienia ich przez Cruellę. Za każdym razem jak widzi kanie, to się wkurza i mówi, że ona kani nie chce i że je wyrzuci. No, ale my z Mężem Cruelli zbieramy je i tak, choć wiemy, że różnie może być. Tym razem jednak było ich tyle i tak duże (jedna z nich położona na czubek koszyka, przykryła go całkiem), że gdy jeden ze wspomnianych wyżej wnuczków sapał za mną „ale duża!”, gdy pochylałem się nad kaniami, dobrodusznie zaproponowałem mu połowę. Mnie i tak by się nie zmieściły, niech się chłopak cieszy. Jakby jednak nie było, to pierwszy raz w życiu podzieliłem się z kimś obcym znalezionymi grzybami.

A oprócz kani to do wyboru do koloru. Kozaki białe, brązowe i czerwone, kurki, maślaki, rydze… Szkoda tylko, że bardzo robaczywe. Za gorąco – nic nie dało to, że całą noc lało. Z dwóch dużych koszyków grzybów, odeszła połowa, a tych, co zostawiliśmy w lesie to nie zliczę. Tak czy siak się dotleniłem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl