„GŁOSY” [„WHITE NOISE”]

Zauwazyłem dzisiaj przypadkiem, że ww. film wchodzi na ekrany naszych kin więc poczułem się w obowiązku, aby przestrzec przed nim ewentualnych widzów, którzy daliby się skusić nazwiskiem Michaela Keatona w obsadzie. Recenzja będzie krótka, bo nic z filmu nie pamiętam – właściwie to już mógłby być jej koniec :)

Jonathan Rivers (Michael Keaton) wzięty architekt, traci w wypadku samochodowym żonę. Wkrótce potem spotyka tajemniczego mężczyznę, który twierdzi, że skontaktowała się z nim zmarła nieszczęśliwie żona Jonathana. Architekt początkowo sceptycznie nastawiony do tych rewwelacji, wkrótce popada w obsesję.

Kiedyś, dawno temu w tzw. pirackich czasach video, głównym (i jedynym) źródłem dopływu nowych kaset z filmami były przeważnie rynki, na których stali panowie z całymi kartonami kaset. Wśród tak dostępnych tytułów trafić można było różne perełki, ale zdarzało się również tak, że film o super brzmiącym tytule, okazywał się kolejnym odcinkiem „Knight Ridera”. A to i tak nie było najgorsze, bo czasem można było też trafić na tzw. „Mrówki 1” i „Mrówki 2” czyli po prostu na czystą kasetę, przy odtwarzaniu której, cały obraz śnieżył. Wtedy było to powodem do nie lada nerwów, tymczasem okazuje się, że wcale nie było się co denerwować, bo w tych mrówkach było dużo więcej niż tylko mrówki. A przynajmniej tyle można wywnioskować po obejrzeniu „White Noise”.

Nuda to przeokropna, nic ciekawego się nie dzieje, wszystko pachnie sztampą na kilometr, a Michael Keaton jest wyjątkowo zmęczony. Coś nie mogą się w dzisiejszym kinie odnaleźć „stare” gwiazdy. Grają w jakichś bzdurach, a człowiek przyzwyczajony do tego, że można się po ich obecności spodziewać czegoś dobrego, raz za razem się nabiera. Jedyny pozytyw jaki widzę jest taki, że można się pośmiać z kolejnych bzdur scenariusza, no i od czasu do czasu podskoczyć na fotelu na dźwięk głośniejszego odgłosu i pojawiających się znienacka różnych rzeczy, czyli dzięki Standardowej Metodzie Wywoływania Strachu u Widza.

Uważam, że pójście do kina na ten film, to jeden z większych błędów jakie mogą się Wam przytrafić w najbliższym czasie. 1(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl