MAGO DE OZ

Mam nowe marzenie – wybrać się na koncert kapeli z tytułu. Nie wiem czy koncertują, nie wiem czy to ludzie w niej grają czy może jakieś roboty, nic o niej nie wiem poza tym, że coś takiego istnieje i gra muzykę. I to taką, że ja, który nigdy nie palił się do obecności na żadnym koncercie, tym razem zmieniam zdanie i idę choćby dziś i choćby przez zasieki drutów kolczastych (bo na bilet z pewnością mnie nie będzie stać :) )

A tak całkiem serio to trafiłem na nich zupełnym przypadkiem. Bardzo dużym zupełnym przypadkiem, bo znalazłem parę midików z ich muzyką, pośród 22,700 tabulatur dołączonych do programu Guitar Pro. Przypadek czy może opatrzność? Midiki jakie są każdy wie, ale ja ortodoksem muzycznym nie jestem więc nie przeszkadza mi, że zwykle każda piosenka w tym formacie brzmi jak disco polo. I tak sobie włączałem jedną po drugiej i zupełnie niespodziewanie okazało się, że każdy kawałek, który tam był, jest jak dla mnie więcej niż świetny.

Kolejnym krokiem zgłębiania tajemnicy całkiem nieznanej mi kapeli, która gra dokładnie taką muzykę, jaką lubię najbardziej (melodyjnie, ostro i szybko… taki Children of Bodom, ale bez tego koszmarnego vocalu) było zaprzęgnięcie Bocznicy do poszukania mi jakichś ich mptrójek, co bym usłyszał czy w nomalnym instrumentarium też są tacy świetni. Sam bym sobie poszukał, ale niestety moje możliwości co do ściagania czegokolwiek są wyjątkowo ograniczone więc pozostała mi little help from my friends. Niestety Bocznica okazała się bezużyteczna (piętno!). Na straży stał jednak Consigliere i poczęstował mnie kilkoma kawałkami Mago de Oz.

No i wciągnęło mnie. Mam na razie pięć kawałków i każdy świetny. Plus te dwadzieścia z midi, które też sa świetne, daje to w sumie dwadzieścia pięć idealnych dla mojego ucha kawałków, wśród których nie ma ANI JEDNEGO, który byłby do kitu. Przesłuchałem parę sampli na allmp3, czy jak to się tam nazywa, i to samo. Prawie nie do uwierzenia. Do tej pory nie znałem ani jednej płyty, na której wszystkie piosenki by mi się podobały, a tu się okazało, że coś takiego istnieje i pochodzi z Hiszpanii.

No, a w tym tygodniu prawdopodonie wpadnie w moje łapy ich kompletna dyskografia (:*) to już w ogóle oszaleję ze szczęścia 😉 Ach, ach, ach! :) Idę poszukać czy polski internet coś ma do powiedzenia o Mago de Oz.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl