PIĄTEK TRADYCYJNY

Tradycyjny, czyli nudny. Skaczę sobie po kanałach jak wróbelek (boszsz, cóż za fatalne porównanie) i ziewam od czasu do czasu, ożywiając się w momentach, w których trza sięgnąć po reset na obudowie kompa i go zrestartować. Z uporem maniaka siedzę wciąż przed monitorem i mam nadzieję, że coś się zmieni w kwestii padów. Czasem nawet mój komp potrafi być rozczulający – podoba mi się, gdy wypluwa wiadomość, że „system został uruchomiony po poważnym błędzie” czy jakoś tak, jeszcze bardziej pompatycznie. Tak jakby mi oznajmiał: „Q, dobra wiadomość, naprawiłem się”. No, ale w najbliższym czasie trochę mam w planach od niego odpocząć. Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo tęsknić. Niedługo wrócę. Tym razem nie po sześćdziesięciu dniach (daj Boże). No, ale dość o tym, jeszcze jestem. Pożegnam się jak będę miał znikać.

W telewizorze nuda straszna, choć dobrze pamiętam czas, gdy filmy, które tam właśnie pokazują były wielkimi hitami i czekałem z niecierpliwością aż je w końcu obejrzę. Szczególnie „Długi pocałunek na dobranoc”. Dziw bierze, że swego czasu był to najdroższy scenariusz w historii kina (nie wiem czy coś się zmieniło w tym temacie). Shane Black, facet od pierwszej części „Lethal Weapon”, zgarnął chyba trzy miliony dolarów za jego napisanie. Dobry to przykład na to, że nie trzeba się wysilać żeby zgarnąć trochę grosza. Z drugiej strony co facet winny temu, że za film wziął się inny facet, odpowiedzialny za rozpirzenie całej wytwórni filmowej („sukcesem” „Cutthroat Island”) i obsadził w nim swoją żonę Geenę Davis, która przynajmniej mnie się nie widzi nijak w roli chłodnej morderczyni. Ciepłej kluchy mamuśki zresztą też nie.

A na Jedynce gubernator w ciąży. Nuuuda. Na Polsacie nabijają się z TVNu. Nuuuda. Potem na TVNie będzie „Event Horizon”, który wielu ludzi uważa za bardzo dobry i straszny film. Ja nie. Po raz setny powtórzę (na tym blogu chyba tego jeszcze nie pisałem), że najstraszniejszym widokiem w EH jest widok Sama Neilla w majtkach. Nie mogli Kathleen Quinlan w samych majtkach pokazać zamiast niego? Bo brak Joely Richardson w samych majtkach to można przeboleć, w końcu w „Kochanku lady Chaterrley” pokazała się nawet i bez nich. No, a na Jedynce po Arniem będą kolejne odcinki amerykańskiego remake’u „Królestwa” firmowane przez Stephena Kinga. Nuuuda. Albo ja jestem wybredny (zblazowany, mówią niektórzy) albo faktycznie wieje nudą z telewizora. I nawet Liga Światowa mnie nie ruszyła, choć emocje przecież były. Za to na jutrzejszy mecz w nogę czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że starsi nie pójdą w ślady młodszych patałachów, którzy zremisowali 1:1.

Idę pooglądać co tam się dzieje na mojej planecie (dzisiaj mnie napadła flota z sąsiedniej planety, ale moja technologia obronna dała radę i rozpieprzyła w drobny mak wrogie myśliwce), a potem skończę sobie „Żądło”. Już nie robią takich filmów.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.