NIEZNOŚNY BÓL DUPY

Poproszono kiedyś Piotra Wereśniaka o napisanie małej książeczki na temat procesu powstawania scenariusza, a książeczkę tę dołączono potem do jednego z numerów Filmu. Napisał w niej mniej więcej to, że pisanie scenariusza kojarzy mu się z tytułowym, nieznośnym bólem dupy. Stwierdzenie w sam raz na poziomie jego scenariuszy. Nie, wcale się nie czepiam, bo przecież zmierzam do tego, że gdyby mnie ktoś poprosił o napisanie takiej książeczki na temat pisania blogów, to doszedłbym zapewne do podobnej konkluzji, że pisanie bloga też mi się kojarzy z nieznośnym bólem dupy. Tak jak właśnie w tym momencie. A przecież oprócz tyłka boli mnie jeszcze przegrzany mózg i niewyspane oczy. A wszystko dlatego, że próbuję napisać jakąś notkę. Po co? Nie wiem. Siła przyzwyczajenia, a może po prostu próżna świadomość, że dawno już nie było nowej notki i czytelnictwo mi siądzie. A tego byśmy nie chcieli, niezależnie od tego, że przecież bloga piszę dla siebie :)

A może jednak napisanie takiej pierdółki na temat mechanizmów rządzących blogami nie jest wcale takim głupim pomysłem. Tylko jak się do czegoś takiego zabrać kiedy boli dupa, oczy i mózg. I w ten sposób koło się zamyka.

Uwielbiam, gdy notki same przychodzą do głowy, a potok słów płynie sam z siebie i przestać nie ma zamiaru. Czasem jedno słowo, jedna myśl wystarczą żeby mieć co przelać na „papier”. Są takie dni, że pisanie przychodzi z łatwością, a na dodatek przynosi jeszcze kupę zabawy. Zresztą to nie tylko z notkami tak jest, a w ogóle z wszystkim co od czasu do czasu napiszę. Nie zastanawiam się wtedy nawet co piszę, tylko piszę i jest dobrze. Tak samo jednak jak to uwielbiam, tak nienawidzę, gdy jest zupełnie odwrotnie. Ot na przykład tak jak teraz. To koszmarne, gdy coś piszę i zdaję sobie sprawę, że wysiłek jaki w to wkładam nie jest proporcjonalny do efektów. A najgorsze, że tego wysiłku nie widać. A mnie się tymczasem mózg lasuje i nerwy mam sam na siebie, że piszę coś, co wiem, że nie jest takie jak bym chciał. Ot choćby ten akapit – był fajniejszy, ale komp padł i cały poszedł w pizdu, a teraz głupie poczucie obowiązku każe mi go odtwarzać, choć wiem, że nie piszę w nim tego, co pierwotnie chciałem napisać.

Człowiek to dziwne stworzenie. Mam tylko nadzieję, że taka impotencja twórcza nie jest szkodliwa, bo jeśli tak, to już dawno powinienem szukać jakiegoś specjalisty. Mam też jeszcze jedną nadzieję – że śniadanie coś zmieni w tej kwestii. Na pewno też wyspanie się by coś zmieniło, ale dziwnym trafem zamiast spać, to siedzę tutaj i nieznośnie boli mnie dupa.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.