Z PAMIĘTNIKA ODŁĄCZONEGO OD SIECI – DNI 41 I 42

18 marzec 2005, piątek

Dzisiaj bardzo krótko, bo mi się nie chce nic pisać. Chciałem tylko powiedzieć, że frustrująca jest obecna sytuacja, w której nic już nie unieruchomia kabla od sieci i wystarczy ledwie podnieść antenę żebym z powrotem miał sieć. Miałem być dzielny, ale to jest wkurwiające, że tak niewiele dzieli mnie od posiadania sieci. To już lepiej było jak była ta czapa śniegu, przynajmniej nic się nie dało zrobić. A dlaczego teraz, gdy już można, to nic nie robię? Po pierwsze non stop pada deszcz i strach wyjść na dach, a po drugie trzeba dokonać drobnych, aczkolwiek niezbędnych zakupów, co by dobrze przymocować antenę na szczycie długiej rury, którą trzeba znów dobrze przymocować do komina. A na te niezbędne zakupy funduszy brak.

I tyle. Chciałem jeszcze się tylko poskarżyć, że jak przez tydzień się z domu nie ruszałem, to było OK, a jak tylko wczoraj wylazłem na spacer to zaczęło lać jak z cebra i wróciłem do domu cały przemoczony.

19 marzec 2005, sobota

Jeszcze troszeczkę muszę się w cierpliwość uzbroić, choć nie przeczę, że przychodzi mi to z jak największym trudem. Na dachu już śniegu nie ma, ale pogoda się zrobiła pod psem i na zmianę albo świeci słońce, albo pada śnieg, no i jest zimno. Aż tak mi nie zależy na sieci żeby ją montować w pogodzie niesprzyjającej wspinaczce. Jeszcze dzień, dwa i według prognoz ma być lepsza pogoda więc może wtedy jakoś uda się przeprowadzić operację „wiercimy dziurę w kominie”. A na razie zaciskam zęby i choć mnie już trochę szlag trafia, to staram się nie denerwować.

Żeby choć trochę osłodzić sobie dalsze czekanie, wybrałem się do kumpla i przywiozłem sobie kilka filmów – na parę dni powinno starczyć jak będę oszczędzał. Mogłem przywieźć więcej, ale i tak Mu czasu w trzy dupy zająłem więc wolałem nie przesadzać. Posiedziałem u Niego, pogadałem, posprawdzałem pocztę (175 maili na onetowym koncie! w tym dwa nie spamy :) ), zajrzałem na bloga (porażka w Top50!) i tyle. W czasie drogi powrotnej pownerwiałem się na taką jedną babę za kierownicą i to wszystkie atrakcje dzisiejszego dnia. A no i jeszcze maila dostałem od swojej byyyyłej dziewczyny. Nie widziałem Jej, ani się z Nią nie kontaktowałem przez dobrych parę lat. Ciekawe co tam u Niej słychać. Mam nadzieję, że jak mi wróci łaskawie sieć, to uda się podtrzymać ten niespodziewany mailowy kontakt. Kto wie, może się jakąś ekslicealną imprezę też skroi. Byłoby fajnie.

Aż mi żal wyłączać kompa, bo dziś wyjątkowo nie pada (w zeszłą sobotę też nie padał, ciekawe czy to tak już zawsze będzie), no ale obiecałem sobie „Uśpionych” po raz enty obejrzeć więc słowa dotrzymam. Dziwnym jednak trafem poczułem chęć do pisania i pewnie bym coś nastukał konkretniejszego gdyby nie film. No, ale spanie mnie też troszkę bierze więc podjęcie decyzji jest łatwiejsze. Wybieram DeNiro, Hoffmana i Pitta. Zobaczymy czy znajdzie się w „Uśpionych” jakiś product placement. Ech, strasznie męcząca jest ta praca naukowa hehe.

Zdziwiłem się dzisiaj koło siedemnastej, że to już za tydzień Święta. Bardzo lubię Wielkanoc, choć myślę, że w tym roku będzie marna, jak to każde Święta, gdy w kasie krucho. Raz na wozie, raz nawozem. Pocieszam się tym, że przynajmniej Wielki Piątek na pewno nie będzie gorszy niż rok temu. No, a w Święta są dwa mecze reprezentacji w nogę więc będzie jakaś atrakcja.

Dobra, lecę na „Uśpionych”. Nara.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.