PSIAJUCHA!

Jak wiadomo zmysły zwierząt pod wieloma względami różnią się od naszych. Nietoperze widzą ultradźwięki, chrabąszcze majowe, ptaki i niektóre ryby potrafią się orientować według pola magnetycznego ziemi, pszczoły wykorzystują do nawigacji polaryzację światła słonecznego, czego się muszą najpierw nauczyć, narząd jamkowy grzechotnika pozwala mu odbierać trójwymiarowy obraz w podczerwieni, a stułbia, słodkowodny polip, jest znakomitym myśliwym, mimo że nie posiada zmysłu wzroku. Nikt nie wie, w jaki sposób zwierzęta przewidują przyszłe zdarzenia. Nauka traci grunt pod nogami w przypadkach, gdy zwierzęta przeczuwają katastrofy albo inne zdarzenia, co daje się wyjaśnić jedynie prekognicją, nie zaś większą wrażliwością zmysłów. Biologia i zoologia muszą ostatecznie skapitulować przed bramą do krainy zjawisk baśniowych. Jak bowiem inaczej nazwać rozmowy między ludźmi i zwierzętami?

W USA jasnowidz Fred Kimball cieszył się sławą człowieka rozmawiającego ze zwierzętami. Kiedyś po krótkiej wymianie zdań z pewnym koniem, który kulał na tylne nogi, a jego stan stale się pogorszał, Kimball dowiedział się, że zwierzę ma drzazgę w kręgosłupie. Po jej wyjęciu koń wrócił do zdrowia, ku zawstydzeniu wielu weterynarzy, którzy długo i daremnie poszukiwali przyczyn choroby. Pewien pies opowiedział Kimballowi, że cierpi wskutek rozwodu swoich państwa i że zanieczyszczając mieszkanie chce się zemścić na pani, która, jego zdaniem, jest winna rozwodu. Dama ta była zdumiona, gdyż nie opowiadała Kimballowi o swojej sytuacji rodzinnej, a powiedziała mu tylko, że pies brudzi w mieszkaniu. Innym razem będąc na wyścigach, Kimball po krótkiej rozmowie z końmi podał prawidłowo czternastu spośród siedemnastu późniejszych zwycięzców. Przypadkowe uzyskanie takiego wyniku byłoby zupełnie nieprawdopodobne. Jednak w stosunku do gwiazd telewizyjnych jaką niewątpliwie był Kimball, zawsze wskazana jest pewna ostrożność. Przypadki opisane niżej różnią się odnumerów cyrkowych, w których tresowane zwierzęta reagują na mikrosygnały dawane przez swych panów, czego wynikiem są pozornie zadziwiające „wypowiedzi”. Żaden treser psów nie byłby jednak w stanie nauczyć swego czworonożnego przyjajeciela tego, co umiał seter angielski Jim z Sedalii (Missouri).

Umiał on między innymi przewidzieć, które konie wygrają derby. Jego właściciel, solidny hotelarz Sam van Arsdale, układał przed Jimem kartki z imionami koni startujących w gonitwie, a seter wskazywał łapą zwycięzcę. Wiele razy mu się to udało. Każdego człowieka cieszyłaby taka zdolność jego pupila – trudno tu cokolwiek sfingować. Pies ten zaczął zdobywać sławę w 1929 r. i przez wiele lat był badany przez naukowców. Profesorowie wydawali mu w kilku językach złożone polecenie, które on dokładnie wykonywał. Jim musiał składać dowody swoich niemal nadludzkich zdolności przed prawnikami i politykami zgromadzenia ustawodawczego stanu Missouri; polecenia wydawano mu w alfabecie Morse’a. W 1936 r. Jimowi nie dopisywało już zdrowie. Podobnie jak starzejącego człowieka, nie interesowało go już zbytnio zamieszanie wokół niego. Jedynie wybory prezydenta USA skłoniły go do zabrania głosu. Wskazał przyszłego zwycięzce w osobie Roosevelta, inaczej niż wyniki wszelkich sondaży, według których zdecydowanym faworytem był Landon. Kiedy Jim zdechł w 1937 r., Roosevelt był już prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Były jeszcze dziwniejsze przypadki prawdziwej komunikacji między psami i ludźmi. Latem 1913 r. profesorowie Ziegler i Schoeller z uniwersytetu w Berlinie badali niezupełnie rasowego bedlington-teriera Rolfa, który pewnego dnia włączył się do rozmowy między swoją właścicielką Paulą Moekel z Mannheim, a innymi członkami jej rodziny. Kiedy pani Moekel chciała powiedzieć córce, jaki jest prawidłowy wynik zadania rachunkowego, Rolf podszedł i czterokrotnie dotknął łapą ramienia Pauli. Właścicielka psa pomyślała, że to przypadek, jednak czworonóg pomyślnie przeszedł i inne próby. W końcu opracowano specjalny aparat, umożliwiający regularną komunikację z psem.  Dr Schoeller i dr Ziegler odkryli, że Rolf umie wykonywać trudne rachunki, nazywać przedmioty wskazując litery, że rozróżnia kolory i zna się na pieniądzach (przeliczał i odróżniał marki od fenigów). Miał nawet zdolności analizowania słów. Na przykład na pytanie, co to jest jesień, odpowiedział litera po literze: czas na jabłka. Rolfa oglądały także inne autorytety naukowe, które wydały jednomyślną opinię, że ten pies jest czymś więcej niż tylko psem. Co ciekawe, córka Rolfa, Lola, przejawiała równie nadzwyczajne właściwości jak jej ojciec. Naukowcy, którzy poddali ją badaniom, potwierdzili jej umiejętność odpowiadania na pytania, określania dni tygodnia, miesięcy i lat oraz definiowania pojęć abstrakcyjnych, jak miłość, strach albo nadzieja.

W 1953 r. nabrał rozgłosu przypadek pewnego psa z East Greenwich (Rhode Island). On także umiał porozumiewać się bez słów. Dr Henry Nugent, profesor z Rhode Island College of Education, powiedział, że jest on żywą zagadką, porywającą, ale i wstrząsającą zarazem. Taki zaś badacz, jak słynny dr J.B. Rhine, ojciec badań nad parapsychologią, nazwał go „zdumiewającym psiakiem, którego zdolności nie sposób wyjaśnić…” Właściciele psa, państwo Wood, nazwali tego niezupełnie rasowego beagle’a imieniem Chris. Przyjaciel rodziny opowiadał, że nauczył swojego psa liczyć do dziesięciu. Czy Chris także to potrafił? Umiał więcej. Po kilku tygodniach Chris znał się na rachunkach lepiej od swoich właścicieli, liczył do miliona, pierwiastkował w swojej psiej pamięci i mógłby zdawać egzaminy wstępne do niejednej szkoły. Sprawa stała się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. Opracowano system porozumiewania się z psem. Sprawą zajęli się fachowcy, podejmując rózne eksperymenty. Mając matematyków za rywali, Chris rozwiązał w ciągu czterech minut zadanie, które dwunożnym mistrzom rachunków zajęło dziesięć minut. Na pytanie, jak tego dokonał, Chris odparł: „Mądry pies”. Bardzo słusznie.

W 1937 r. zdechł w Weimarze rasowy jamnik Kurwenal, którego właścicielka, baronówna Mathilde von Freitag-Loringhoven, nauczyła mówić alfabetem Bella. Ku zdumieniu profesora uniwersytetu w Berlinie dra Sigmunda Schultze i innych znanych naukowców można było prowadzić z psem prawdziwe rozmowy, w których prezentował poziom umysłowy przewyższający niejednego człowieka. Liczył szybciej niż większość uczonych, którzy chcieli go wystawić na próbę albo zdemaskować oszustwo, umiał zidentyfikować wszystko i wszystkich, a na pytanie, co sądzi o śmierci, odparł: „Nie boję się”.

Przedstawione tu przypadki mają ze sobą niewiele wspólnego, a może nawet nic ich nie wiąże. To całkiem możliwe. Łączy je natomiast jedno: wszystko to naprawdę się wydarzyło.

Telefony Strefy 11 będą czynne jeszcze przez pół godziny po zakończeniu programu. Zapewniamy anonimowość.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl