MAŁA RZECZ, A CIESZY

Jak to niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba – szczególnie mnie. Uznałem, że nadszedł już najwyższy czas na przeanalizowanie planu zajęć na uczelni na najbliższy weekend (nigdy nie robię tego z większym wyprzedzeniem, na wypadek tego, gdyby coś w tym planie miało mi popsuć humor; dlatego nigdy nie wiem jakie zajęcia będę miał za dwa tygodnie) i sięgnąłem po niepozorną karteczkę trzymaną w portfelu. Miałem trochę stracha, bo myślałem, że nie obejrzę sobie w sobotę meczu reprezentacji, ale po chwili okazało się, że nie jest tak źle, jakby mogło być. A wręcz przeciwnie – jest całkiem dobrze. Szybka analiza przedmiotów, które mam w sobotę przyniosła jeden, słuszny wniosek: nie muszę nigdzie jechać. Wniosek ten mnie ucieszył, a konieczność przesiedzenia pół dnia w niedzielę i napisania kolejnego kolokwium z angielskiego, nie była już tak straszna.

Życzę sobie więcej takich sobot, a na wypadek gdyby panowie profesorowie i panie profesorki, z którymi będę miał w sobotę zajęcia czytali/ły tego bloga (co byłoby dziwne, przy takich marnych statystykach ;P), to pragnę powiedzieć, że to nie tak, że olewam sobie ich przedmioty. To, że na nie nie chodzę, wcale tego nie oznacza! Naprawdę!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl