DZIENNIK BRYDZI NOWAK (9)

[autor: Sierus]

10 czerwca, niedziela
59 kilo, 20 papierosów, 0 alkoholu….

Wstałam dość późno, gdzieś plus minus o 12 i szybko się ubrałam po czym wskoczyłam na wagę i definitywnie stwierdziłam, że to już jej koniec, jadę do sklepu.

Chadzając po supermarkiecie trafiłam na przecenę papilotów i od razu kupiłam sobie na zapas dwa opakowania, po drodze nabyłam wreszcie wagę. Postanowiłam sobie kupić tak na „wypasie” – elektroniczną z takimi fajnymi cyferkami. Teraz nic nie będzie mnie okłamywało. Ta technika… Idąc w kierunku kasy natrafiłam na dział z bielizną i zaczęłam się zastanawiać czy nie kupić czegoś ekstra, by się Pawełek ucieszył gdyby mnie zobaczył w takiej fajnej bieliźnie, a jak by się nagrzał… Eh.. nie myśląc długo kupiłam co trzeba i wrócilam do domu. W drodze do domu jednak zaczęłam się zastanawiać jak to do cholery jest, spędzam u Pawła noc, robimy _to_ raz, drugi, a przecież wszędzie piszą, że podczas uprawiania seksu traci się dużo kalorii i w zasadzie niewiele straciłam… no nie wiem.. Teraz jak wrócę do domu to się przekonamy. Odpalę wagę i prawda wyjdzie na jaw. Swoją drogą zaczęłam przy okazji myśleć o tej chudzince. Adamie. Pani Małyszowa chyba musi oszczędzać teraz Adasia, bo przecież co by z niego zostało gdyby sobie tak każdej nocy harcowali..?? Ci sportowcy mają ciężkie życie, dobrze że ja niczego nie muszę uprawiać, no oprócz seksu ale wiadomo to taki inny sport….

[autor: Sierus]

11 czerwca, poniedziałek
57.85 kilogramów, 15 papierosów, ataków nerwicy 2, ataki płaczu 1, kalorii…. mało.

Dzisiaj pierwszy dzień nowej pracy więc muszę być punktualnie o 8. Będę musiała przez te pierwsze tygodnie jakoś się zdyscyplinować, bo w końcu nie chcę od razu wylecieć, a zresztą co by powiedział Paweł. Zważyłam się na nowej wadze i co widzę do cholery jasnej??? Co widzę?? 57.85, ta dokładność to piękna sprawa ale to i tak prawie 58 kilo więc stara waga aż tak się nie myliła. I tu dostałam silnego ataku płaczu… ale do pracy dojechałam na czas.

W pracy nie było jednak aż tak źle, poznałam nową koleżankę… jakaś blondyna tleniona, nie pamiętam jej imienia, w każdym razie miła, chociaż jakoś tak dziwnie mi się przyglądała… a może ona jest inna.?. Tak czy owak w czasie przerwy spaliłam prawie 4 pety, to z nerwicy jaka mnie ogarnia w tej pracy. Może jestem złą pracownicą?? Co powie Paweł?? Ee.. na razie to pierwszy dzień, muszę się uspokoić. Przez weekend denerwowałam się nową pracą i nawet zdarzyło mi się nie policzyć raz ile kalorii spożyłam… niedobrze, co się ze mną dzieje..

[autor: Sierus]

12 czerwca, wtorek
57.90 kilogramów, 15 papierosów, kalorii: 1569, silny atak strachu: 1 (wieczorem).

Jezusss Maria przybyło mi pięć setnych kilograma… ja już chyba oszaleję. Na dodatek Paweł wróci dopiero w środę, bo podobno ma ważną sprawę do załatwienia… A co jeśli spotkał jakąś blondynę z długimi nogami i teraz sobie z nią figluje, a ja biedna siedzę w pracy z tą… lesbijką? Nie, co to, to nie, nie mój Pawełek, on jest taki romantyczny i porządny. Skąd mi mógł taki pomysł przyjść do głowy, musiałam się jakoś ukarać za moją podejrzliwość i poszłam na lunch z tą moją z pracy – nadal nie wiem jak ona ma na imie. W każdym razie mimo iż początkowo wydawała sie miła, okazało się ostatecznie, że jest straszną nudziarą i na dodatek nie lubi wódki.. Co za okropieństwo… Nie rozumiem takich ludzi.

Po południu byłam już w domu i sprawdziłam co w telewizji, okazało się, że wieczorem jest jakiś tam „Egzorcysta”, podobno to horror więc zobaczę, wtedy będę mogła lepiej zrozumieć mojego Pawła.

No nie wytrzymałam i w połowie filmu stwierdziłam, że muszę iść spać, bo to było takie straszne. Nie wiem jak Paweł może coś takiego oglądać…. A co jeśli mu się te filmy odbiły na jego psychice??? Może on jest…. eee. nie on… on jest normalny… jak mogłam tak pomyśleć.. Łyknęłam tabletkę na sen i położyłam się… i wtedy zagrzmialo, cholera jasna, że też akurat dzisiaj musi być burza kiedy jestem sama w łóżku… AAAA!!!

[autor: Addy]

14 czerwca, czwartek
56,85 kilogramów, 12 papierosów, jednostek alkoholu 9

Gdy rano poszłam do pracy, wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie, a ja nie miałam najmniejszego pojęcia dlaczego. A gdy Monika (ta blondynka-lesbijka) zapytała mnie, dlaczego nie było mnie wczoraj w pracy, po prostu mnie zatkało. Zrobiłam sobie kawy, usiadłam przy biurku i spróbowałam przypomnieć sobie wydarzenia wczorajszego dnia. Niczego sobie nie przypomniałam, bo we wtorek wieczorem ze strachu przed burzą nie mogłam zasnąć, więc łyknełam jeszcze jedną tabletkę nasenną, potem jeszcze jedną… I wychodzi na to, że obudziłam się dopiero w czwartek.

Godzinę po mnie zjawił się w biurze Paweł. Nic nie powiedział, tylko od razu wezwał mnie do swojego gabinetu i urządził awanturę. Krzyczał coś o odpowiedzialności, dorosłości i takie tam. Jakby nie pamiętał o tym, że przecież jesteśmy razem! Prawie się popłakałam… Dobrze przynajmniej, że reszta pracowników mi współczuła, a najbardziej Monika. Przytuliłam się do niej i wypłakałam u niej na ramieniu. Dobrze mieć taką przyjaciółkę! Na koniec wymieniłyśmy się numerami telefonów – na wypadek,
gdybym jeszcze kiedyś potrzebowała jej pomocy.

Wieczorem przyszedł do mnie Paweł. Wyglądał na skruszonego i przepraszał mnie za awanturę w biurze, mówił, że go poniosło. Udawałam obrażoną, ale gdy w przeprosinach doszedł do minetki, nie mogłam już udawać, że mnie to nie rusza.

[autor: Addy]

15 czerwca, piątek
56,75 kilogramów, 14 papierosów, jednostek alkoholu 4, bokserki – sztuk 1

Te nerwy jednak dobrze wpływają na moją wagę – maleje nieustannie! Dzisiaj w pracowniczej toalecie Paweł kontynuował przepraszanie mnie za swój wybryk. Fajnie było. Przy okazji powiedział, że zawsze podobały mu się kobiety w męskich bokserkach. Mówił, że są sexy. Hmmm… Z kim ja się spotykam??? Jeszcze przed wyjściem z pracy Paweł miał dla mnie niespodziankę: wyjeżdżamy na wspólny weekend na Mazury! Jak się cieszę! Oczyma wyobraźni widziałam już nasze romantyczne spacery, wspólne oglądanie zachodów słońca, seks na zroszonej rosą trawie… Będzie cudownie, czuję to, moja kobieca intuicja nigdy się nie myli!

Nie opuszczała mnie myśl o tych bokserkach. W końcu postanowiłam zrewanżować się za Mazury i zrobić Pawłowi niespodziankę. Wybrałam sie do mojego ulubionego sklepu z męską bielizną. Dobrze mnie tam znają, bo często robię tam zakupy. Udaję, że mam faceta i to właśnie dla niego to wszystko kupuję – rozpiera mnie wtedy duma! Sprzedawczyni poleciła mi niebieskie bokserki ze wzorem w prezerwatywki. Powiedziała, że to najnowsza moda i wszyscy teraz takie noszą. No, skoro tak…

W domu przymierzyłam bokserki. Jakoś dziwnie w nich wyglądam. I do tego te idiotyczne prezerwatywki! Wieczorem nie mogłam zasnąć, wciąż myślałam o jutrzejszym wyjeździe. Kobieca intuicja na spółkę z wyobraźnią podsuwały mi kolejne wizje tego, jak wspaniale będziemy spędzać czas.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.