DZIENNIK BRYDZI NOWAK (49)

[autor: Quentin]

16 września, niedziela
14 papierosów, 2 jednostki alkoholu, kalorii na oko… na oko to chłop w szpitalu umarł

Cóż, ze schroniska na Rysiance pozostały zgliszcza (odpaliłam od nich dwa papierosy! będzie o czym opowiadać wnukom). Podobno ogień zajął się przez przypadek. Ktoś nie dla żartu obrzygał kible, jakaś dziewczynka pozostawiła na schodach drewnianą bransoletkę nie przedstawiającą żadnej wartości, a ona zniknęła (bransoletka nie dziewczynka), a w końcu inny klient zgubił portfel – też podobno nie przedstawiał sobą żadnej wartości (zarówno klient jak i portfel), a klient do stu złotych przywiązany był jedynie sentymentalnie. Co te zdarzenia mają ze sobą wspólnego? A nic. Dodatkowo myślę, że nie warto o nich wspominać, bo w he he świetle (że też mnie się takie żarty trzymają!) tragedii takie szczegóły są mało ważne. Dlaczego zatem o nich wspomniałam? Ło Jezu, to już kolejny miesiąc pisania tego mojego pamiętnika – czy z niego (znaczy z pamiętnika, a nie miesiąca) można wywnioskować, że ja jestem normalna? W każdym bądź razie takich rzeczy (znaczy o rzyganiu, bransoletce i portfelu, a nie o mojej nienormalności) dowiedziałam się od jedynej osoby, która przeżyła pożar – kierowniczki schroniska.

Gdy doszłyśmy w lekkim szoku na górę, dzielni goprowcy przy pomocy przestarzałego helikoptera gasili to co pozostało po budynkach schroniska. Robili nad płonącymi resztkami wiatr przy pomocy śmigieł helikoptera licząc na to, że pożar zgaśnie. Ogień faktycznie zagasł, choć odbyło się to kosztem kilku drzew na które dzielni goprowcy roznieśli swoim śmigłowcem ogień. No, ale jakie teraz są widoki!

Pati i Samanta zaczęły dupę truć, że niepotrzebnie się pakowałyśmy na tę górę, bo teraz pewnie i tak nie znajdziemy tego po co nas tu przysłał Zając (wymyśliliśmy z dziewczynami taką ksywkę pijąc do szaraka; dosłownie – Pati poszła się załatwić i przypadkowo usiadła na biednego futrzaka; ze łba nie było co zbierać, a my po oskórowaniu go przy pomocy pilniczków do paznokci miałyśmy kolację i zagrychę do resztek gozałecki. A co! Łapię powoli slang!) [Pieruna jaki długi nawias!]. Właściwie przyznałam im rację, ale przeklinając nasz pech zaczęłam się rozglądać po okolicy. Nawiasem mówiąc dostanę sprawność strażnika Teksasu – odnalazłam w zgliszczach dwa trupy. No i tak oglądając pozostałości schroniska i paląc wysępione od goprowców papierosy zwróciłam uwagę na trzy rzeczy:
– drewnianą bransoletkę, którą już miałam wyrzucić, ale w ostatniej chwili zobaczyłam na niej tajemnicze litery: „SCE !!!”
– skórzany portfel, na którym ujrzałam kolejne litery: „DNIA ZA”
– telewizor!!!
Szczególnie ten trzeci przedmiot zdumiał mnie nad wyraz. Stał dumnie między kopcącymi się zgliszczami i nieomal zapraszał do tego żeby go włączyć. Przeczuwałam pismo nosem (i zapach spalonej gumy). Stanęłam bliżej odbiornika i czekałam na Zająca. Nie pomyliłam się. Wyłonił się z otchłani kineskopa i rzekł do mnie ta swoją łamaną Polszczyzną:
– Brawo Brygido!! Znalazłaś pierwsze dwa, tajemnicze przedmioty! W sumie jest ich sześć. Gdy odnajdziesz wszystkie, wszystko będzie już jasne. Powodzenia! Następnym miejscem do którego się udasz będzie bar Zagłoba w Brennej. Aha, jeszcze jedno. Alkohol to zło. Wierzę, że już nigdy po niego nie sięgniesz.

Zając zniknął, a mnie w uszach brzęczały jego ostatnie słowa. Zastanawiałam się czy on nie wie, że ja dalej piję? Dziwny gość. W każdym bądź razie póki nie zrobi mi za picie z dupy jesieni średniowiecza to nie zamierzałam rezygnować z mojego hobby. Tak rozmyślając coś mnie tknęło. Może to jakiś przelatujący ptak mnie osrał, może jakaś ocalała z pożaru mrówka uwaliła mnie w kolano, a może była to jakaś myśl? Tak, to była pewna myśl. Wyjęłam z kieszeni spodni talizman, który dostałam podczas pierwszego spotkania z Zającem. Tak jak myślałam, spostrzegłam na nim kolejne litery, których wcześniej byłam gotowa przysiąc nie widziałam. „EDAŻY WÓ”. Nie miało to zbyt dużo sensu. Przez resztę dnia myślałam o napisach na znalezionych rzeczach i o tym dlaczego kierowniczka wspominała o obrzyganych nie dla żartu kiblach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.