Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

„DRZWI W PODŁODZE” [„THE DOOR IN THE FLOOR”]

Wyst. Jeff Bridges, Kim Basinger, Jon Foster, Mimi Rogers, Elle Fanning, Bijou Phillips, Donna Murphy
Reż. Tod Williams
Scen. Tod Williams; na podstawie powieści „A Widow for One Year” Johna Irvinga
Zdj. Terry Stacey
Muz. Marcelo Zarvos, Beth Amy Rosenblat
Ocena: 3(6)

Nastoletni Eddie, choć zna tylko jeden dowcip i w dodatku nie potrafi go opowiadać, chce zostać pisarzem. Wyobraźnię bogatą ma – trzeba mu przyznać. W ramach doskonalenia swojego warsztatu pisarskiego, nadchodzące lato ma zamiar przepracować jako asystent Teda Cole’a, znanego pisarza książek dla dzieci (Bridges). Pisarz ten jest człowiekiem dość ekscentrycznym, który choć swoje lata ma, to nieustannie wystawia swoje nagie wdzięki na widok czy to swojej małoletniej córki, czy to naszego poczciwego Eddiego, który bije rekordy nieśmiałości i nieporadności. Na szczęście praca asystenta nie jest zbytnio wymagająca – wystarczy, że Eddie zawozi swojego szefa samochodem, tam gdzie szef sobie zażyczy i raz dziennie przestukuje na nowo tę samą stronę tekstu. Wydawać by się mogło, że to będzie dla Eddiego nudne lato, ale wkrótce budzą się w nim hormony i na widok Marion, żony pisarza (Basinger), traci resztki rozumu i instynktu samozachowawczego, co rusz dając się złapać w niedwuznacznych sytuacjach. Dopisuje mu jednak szczęście, bo z małżeństwem Teda i Marion nie jest najlepiej – są w separacji, a Marion zdają się pochlebiać ekshibicjonistyczne zwyczaje Eddiego.

TDitF to ekranizacja „Jednorocznej wdowy” Johna Irvinga. Książki nie czytałem i choć leży na mojej półce (nie wiem skąd się tam wzięła) to film nie zachęcił mnie do jej przeczytania. Najwięcej emocji sprawiło mi uświadomienie sobie podczas napisów początkowych, że chyba jestem w posiadaniu książki, na której został oparty film, co jak już wiecie, po krótkich poszukiwaniach, okazało się prawdą. Sam film natomiast, to zwykłe nudziarstwo jakich wiele. Gdyby nie nawyki niektórych z bohaterów, to w ogóle nie byłoby o czym gadać, a tak, to choć na siłę można powiedzieć, że film jest z deka skandalizujący. No, ale w naszych czasach, czy coś jeszcze jest skandalizujące? Wszystko inne wałkowane było już na ekranie sto tysięcy razy. Dorastający chłopak, seksowna czterdziestka i wprowadzający element humoru (i nagości) ekscentryczny pisarz.

Pierwsza połowa filmu to przegadana nuda, a druga to nie wiadomo po co wpakowana farsa. Dramat splata się tu dzięki ironicznemu poczuciu humoru, które udało się wycisnąć z historii, z komedią, ale połączenie to nie sprawdza się najlepiej i w efekcie nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać; komu współczuć, a komu nie. Bohaterowie co rusz otwierają tytułowe drzwi w podłodze, ale nic z tego na koniec nie wynika poza zaziewaniem się widza na śmierć.

Kim Basinger czytałem, że miała się tu pokazywać nago (dzięki temu tylko skusiłem się na seans), ale jakoś się nie pokazała, a jak już to nic nie było widać. Pokazał się za to Jeff Bridges od strony tyłka i Mimi Rogers, która często się tak pojawia więc żadna to atrakcja. Zresztą, trzeba się napatrzeć, bo niedługo już jej nie będzie się wypadało pokazywać bez odzienia.

Pewnie czegoś nie rozumiem i nie wychwyciłem co też film „chciał” mi jako widzowi powiedzieć, ale może wcale tak nie jest i „The Door…” jest po prostu nudnym filmem. Na szczęście nie było tak źle do końca. Prywatne powody sprawiły, że z zapartym tchem śledziłem tu przygody puszki Coca-coli i ona była dla mnie największą atrakcją tego filmu. Polecam zwrócić uwagę na tę właśnie puszkę, bo na nic innego nie jest tu godne uwagi. No może scena, w której mała Ruth, córka pisarza, twierdzi, że w rowku też ma piasek. Nawiasem mówiąc zagrała ją dziewczynka o nazwisku Elle Fanning. Siostra Dakoty? Pewnie tak, bo podobne do siebie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.