Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Z PAMIĘTNIKA ODŁĄCZONEGO OD SIECI – DZIEŃ 25

03 marzec 2005, czwartek

Jak ten czas szybko leci, już dwadzieścia pięć dni bez sieci. Ani się człowiek nie obejrzał, a tu już tyle czasu minęło, prawie miesiąc. Jestem optymistą i myślę, że za tydzień w czwartek będę już w sieci z powrotem. Zwykle jestem pesymistą więc ciekaw jestem jak się uda (bądź nie uda) ów optymistyczny eksperyment.

Chciałem sobie trochę popisać, ale zmęczony ciut jestem, bo północ już dochodzi. Ostatnio wróciłem do w miarę normalnego rytmu dnia. Kładę się spać przed północą, a budzę w okolicach siódmej, ósmej rano. Kiedy miałem sieć, to granice te były poprzesuwane mocno w prawo, a teraz wszystko wróciło do dawnego poziomu. Sam nie wiem czy to lepiej, czy nie. Wydaje mi się, że w ten sposób się lepiej wysypiam. Trza się będzie powoli do wyrka wybierać, a pisanie odłożyć na jutro, albo na kiedyś tam. Mogłem zacząć wcześniej, ale popełniłem jeden, zasadniczy błąd – zawołałem męża Cruelli i zaproponowałem Mu jakiś wspólny seans przy monitorku. No i wyszły z tego cztery filmy ciurkiem. Mąż Cruelli zdaje się nie zauważać, że mnie się może z deka nudzić oglądanie po raz enty filmów, które już widziałem. Mógłby łaskawie zwrócić na to uwagę. Z drugiej strony co tu kryć, nie przeszkadza mi takie „kolejne” oglądanie, choć rzeczywiście cztery powtórki z rzędu to za dużo. A miałem takie ładne plany odnośnie pisania recenzji.

W ogóle w tym moim napadzie ambicji, który wciąż mnie trzyma, osiągnąłem punkt, w którym nic spokojnie nie mogę zrobić. Dziwne to zjawisko, które wygląda mniej więcej tak, że mam dużo rzeczy do roboty, decyduję się na jedną, zaczynam ją robić i zamiast myśleć o niej, to myślę o tym, że powinienem może robić coś innego. I nie ma znaczenia za jaką rzecz bym się zabrał – i tak myślałbym o tych rzeczach, których nie robię. Czy to tylko ja tam mam, czy inni też? Na szczęście po drugim filmie przeszło mi to zastanawianie się nad tym, co innego mógłbym robić i problem zniknął sam. A musicie wiedzieć, że zanim zacząłem oglądać filmy z mężem Cruelli, to sam oglądnąłem dwa filmy – jednym słowem obejrzałem dzisiaj ciurkiem sześć. No, ale przez ostatnie dni nic nie oglądałem więc nie jest źle. Dziwi mnie tylko, że do oglądania z mężem Cruelli nie wybieram filmów, których nie widziałem – mimo wszystko chyba jednak lepiej pierwszy raz oglądać samemu. No i w efekcie te powtórkowe seanse.

Przez oglądanie filmów ucierpiała moja „praca naukowa”. Nie przeczytałem dzisiaj ani kawałka książki (może teraz przed snem to nadrobię). Nie było jednak tak do końca źle, bo zanim się wziąłem za filmy, to przestukałem parę rzeczy do kolejnego podrozdziału dotyczącego historii kina na świecie. Powoli dochodzę do wniosku, że rozdział o filmie będzie w mojej magisterce najobszerniej opisany – trochę mi się to nie podoba i nie wiem jak na to zareaguje promotorka. W każdym bądź razie żeby jakoś panować nad pracą, postanowiłem sobie przeznaczyć po trzydzieści stron na rozdział, co w sumie powinno dać sto dwadzieścia stron. Nie wiem tylko czym zapełnię pozostałe rozdziały, bo tego o filmie to jestem spokojny. Czas pokaże. Na razie trza korzystać z zapału póki jest. Szkoda, że całej magisterki o filmie nie mogę napisać, bo by było jeszcze łatwiej niż jest przy moim temacie. Jakbyście nie wiedzieli, to piszę o zjawisku product placement. Tylko sam nie wiem czy tylko w przypadku Polski, czy może w przypadku całego świata. No, ale to by trzeba na seminaria uczęszczać żeby to przedyskutować. No, ale mi się nie chce, choć może, gdy się wziąłem za robotę, to pójdę, bo będę miał o czym z kobietą gadać. Do tej pory bowiem nic mądrego Jej powiedzieć nie mogłem, bo nic w kwestii magisterki nie zrobiłem.

Zacząłem też łączyć przyjemne z pożytecznym i „uruchomiłem” zeszyt, w którym będę spisywał co jaskrawsze przykłady product placement w filmach, które oglądam. Zauważyłem, że trudno jest oglądać film po dwoma kątami – śledzenia fabuły i rozglądania się za lokowaniem (product placement po naszemu). Ile razy się zapomnę, że miałem być czujny w tym temacie, tyle razy przestaję wpatrywać się w szczegóły kadru. Mam nadzieję, że się rozkręcę. Zresztą nie interesuje mnie póki co byle jaki product placement, chciałbym powyszukiwać ciekawsze jego użycie, a to wpada w oko łatwiej. Lista się powiększy, gdy przypomnę sobie filmy, w których wiem, że jest w nich coś, co mnie interesuje. Na razie oglądam się za takimi przykładami bardziej „na wariata”. Jakby nie było – mam wymówkę do oglądania filmów. A jak będę miał sieć, to jeszcze prf zaprzągnę do poszukiwań. Będzie fajnie. Trochę mnie tylko niepokoi moje założenie – trzydzieści stron na rozdział. O ile mnie pamięć nie myli, to ostatni rozdział mojej pracy, poświęcony jest tylko przykładom pp. Licząc cztery filmy na jedną stronę, to wychodzi mi sto dwadzieścia filmów – skąd ja tyle wytrzepię? Znaczy się wynaleźć je to nie kłopot, bo pp prawie wszędzie jest, ale sto dwadzieścia ciekawych przykładów, to już nie w kij dmuchał. No, ale jestem dobrej myśli i bynajmniej mnie to nie martwi nic, a nic. I tak jeszcze parę razy przyjdzie zmienić spis treści i ogólnie przyjęte założenia. Na razie pierwszą z kolejności koniecznością jest napisanie 10/12 stron o historii kina polskiego i światowego. No i skonsultowanie się z promotorką czy to nie za dużo. Przy okazji ciekaw jestem czy komputer HAL z „Odysei kosmicznej” to też przykład product placement. Jak ktoś jest ciekaw czemu się nad tym zastanawiam, to niech sobie przestawi każdą z literek nazwy kompa o jedno miejsce w prawo, korzystając z naszego alfabetu of koz.

Podoba mi się ta moja werwa i zapał. Gdyby tylko szperanie za książkami nie było takie nudne – w czytelniach mi się wysiadywać nie chce. Pożyjom, uwidiom, czy jak to tam nasi sąsiedzi mówią. Idę w kimę, bo to niespodziewane rozpisanie się mnie wymęczyło. Dobranoc.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.