PSY

Telewizja publiczna postanowiła mnie dzisiaj chyba do szału doprowadzić. Ewentualnie ci od gazety z programem – jedno z dwojga. Najpierw chciałem sobie po raz setny obejrzeć „Oscara”, który miał być na jedynce według mojej gazety z programem, a tymczasem zaserwowali jakiś badziew z Patrickiem Swayze. Przeżyłem to, choć sporo musiałem w wystroju pokoju pozmieniać żeby go przystosować z ustawienia, które było dobre do oglądania „Blade’a Trinity”, do ustawienia sprzyjającego „Oscarowi”. Przeżyłem, ale to nie miał być koniec moich przygód z filmami w telewizji. Nastawiłem się bowiem do oglądnięcia sobie drugiej części „Psów”, którą podawał program, a tymczasem właśnie oglądam jedynkę, bo ją pokazują. Wolałbym dwójkę.

Tak sobie patrzę na ten kultowy film wypełniony po brzegi cytatami, które weszły na stałe do mowy potocznej (pewnie połowa Polski używa niektórych, nie wiedząc nawet skąd pochodzą) i zastanawiam się jak to możliwe, że facet, który robił takie filmy jak „Kroll” i „Psy” stał się facetem, który zrobił „Reich”. Rzecz nie do pomyślenia. Ja bym się ze wstydu spalił, a on „Glinę” wyreżyserował – bicia w piersi jakoś nie słyszałem. Szkoda, że nic w Pasikowskim już z Pasikowskiego nie zostało.

Ach co to był za hit wtedy. Chodziłem do liceum, a zapowiedzi „Psów” w radio rozbudzały skutecznie fantazję co do tego jak dobry to musi być film. Wszyscy znajomi byli na niego napaleni, a ja miałem go w okolicy chyba jako pierwszy. Przytaskałem piracką kasetę z rynku i o dziwo było na niej to, co zapowiadał naklejka, czyli film Pasikowskiego. Wszyscy, którzy pamiętają tamte pirackie czasy video wiedzą, że nigdy nie było do końca pewne co się z rynku przywozi, no a w przypadku filmu Pasikowskiego ryzyko było duże, bo ledwo co do kin wszedł, a tu już był na kasetach? Wydawało się to mało prawdopodowne. No, ale miałem szczęście. Pamiętam tamtą kasetę. Kopia była całkiem fajna, a na dodatek miała angielskie napisy (angielski tytuł brzmiał „Pigs”). Wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak język angielski ubogi jest w przekleństwa. Do dzisiaj zresztą mam tę kasetę, tyle że głupi byłem, bo nagrałem na nią kopię z telewizji. Nie dane mi było jednak szybko obejrzeć „Psów”. Była a ja musiałem się uczyć. No to poszedłem się uczyć, a Cruella z mężem zaczęli oglądać. Zszedłem do nich akurat na akcję w hotelu. Popatrzyłem chwilę i własnym oczom nie wierzyłem – czegoś takiego w polskim kinie jeszcze nie widziałem.

No, a teraz po reżyserze „Psów” został cień. Na szczęście „Psy” dalej gryzą.

Na koniec dwie ciekawostki. Blisko początku filmu, przełożonego Franza i Ola straszy jeden z urzędasów, że sprawą palenia akt zajmie się komisja senatora Wencla z Chrześcijańskiej Unii Jedności. Fajowy skrót ma owa partia, nieprawdaż? :) A ciekawostka druga – znacie zakończenie dowcipu, który Olowi zaczyna opowiadać kumpel? „Utonął narciarz wodny i ratownik dmucha go usta usta”. Olo mówi, że zna ten dowcip i do końca filmu nikt się nad widzem nie lituje i nie opowiada go do końca. No więc według mnie końcówka jest taka: do ratownika podchodzi jakiś gość i mówi: „Niech mu pan wyjmie dupę z wody, bo pan całe jezioro wypompuje”.

Ciekawostek pewnie miałbym więcej, ale mi się cholernie spać chce i nie mogę się skupić na myśleniu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.