Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

O LISTONOSZACH

Oglądnąłem wczoraj „Uwagę” na TVNie, załapawszy się na nią w wyjątkowo nocnych godzinach, gdy korzystając z wciąż nieodłączonej sieci ściągałem z netu co papadnie. Takie nocne ściąganie, odbiegając od tematu, dostarcza ciekawych spostrzeżeń w temacie programu telewizyjnego. O różnicy w pipczeniu obrazy kontrolnego na TVP1 i TVP2 już pisałem, ale jest jeszcze parę ciekawych rzeczy, o których można wspomnieć. Na przykład taka, że dwa razy z rzędu dzień po dniu o tej samej godzinie mogłem obejrzeć ten sam odcinek „Camera Cafe”. No, ale to jeszcze nic. W okolicy trzeciej rano na TVNie jest „Gotuj z Kuroniem”. Kobitkę, która podczas przyrządzania szpinaku z owocami morza opowiada co też jadła na Ukrainie, widziałem już jakieś piętnaście razy. Na zmianę z gościem, który pomaga zrobić Kuroniowi siakąś dziczyznę. Na Polsacie też jest jedna fajna rzecz. Od jakiegoś czasu po północy zaczęli wyświetlać te filmy, które następnego dnia puszczają po „Samym życiu”. No i strasznie śmiesznie wygląda zapowiedź tego filmu („Jutro o 21ej tylko w Polsacie”) w trakcie oglądania tego filmu. Polak potrafi! No, ale wracajmy do tematu listonoszy.

TVN po walce z supermarketami, w której wziął na warstat nieludzkie traktowanie ich pracowników, poszedł dalej w swojej krucjacie przeciwko nieuczciwym pracodawcom i zajął się Pocztą Polską. We wczorajszej „Uwadze” wypowiadało się kilku listonoszy jak to mają niedobrze. Że pracują po godzinach, że nie dostają pieniędzy za nadgodziny, że torby z listami ciężkie, że czasem zapychają od rana do nocy, że kierownictwo dało im osiemnaście sekund na wizytę przy jednej skrzynce pocztowej etc. OK, nie wyglądało to dobrze i właściwie budziło jednoznaczne uczucia – na stos z Pocztą Polską! No, ale nie umiem się oprzeć wrażeniu, że z deka owi doręczyciele poczty przesadzają, korzystając z ogólnonarodowego nurtu pod tytułem: „dosrać pracodawcy!”. A nie umiem się oprzeć temu wrażeniu, bo pamiętam dobrze jak trzy lata z rzędu w wakacje, na poczcie jako listonosz pracował Dropsik. Jasne. Czasem jak widziałem jego torbę z listami (a właściwie to trzy torby) to załamywałem ręce, że w ogóle umie się z nimi utrzymać na rowerze; czasem widziałem jak rozwoził pocztę, a na zegarze była już dziewiętnasta; czasem narzekał, że nie zdążył wszystkiego rozwieźć i sporo listów Mu na drugi dzień zostało itd. No, ale to głównie było parę razy w miesiącu, gdy przychodziły ulotki z różnych Geantów, renty, czy rachunki telefoniczne. Poza tym dniami pracował na zasadzie „rozwieziesz co masz do rozwiezienia i jesteś wolny”, a że wiele tego nie było, to o jedenastej kończył pracę. I tak jeden dzień zapychał do nocy, a trzy kolejne był wolny w południe. No i jeszcze jedna rzecz, o której wczorajsi listonosze nie wspomnieli: mój przyjaciel Dropsik z napiwków wyciągał miesięcznie drugą pensję.

Dlatego moim zdaniem: bez przesady!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.