QUENTIN NAGRODZONY

Tak sobie grzebię po plikach tekstowych na swoim dysku twardym, co by znaleźć coś, co na bloga wrzucić można (wyjątkowo paskudnie się czuję i nie mam siły chwilowo na pisanie notek więc posłużę się tym co już napisane, a co!) i znalazłem jeden wierszyk za który zostałem nagrodzony pochwałą i szóstką z języka polskiego! A było to tak:

Przyszła do mnie Dagmara, córka mojego ciotecznego brata i mówi:
– Słuchaj wujek [hehe – przyp. autora] sprawa jest. Pani na polski nam kazała napisać wiersz zaczynający się od: „O, cóż jest piękniejszego”.
– No to piszcie. – Lubię się z Nią przekomarzać.
– Ejjj. Napiszesz mi?
– No napiszę, napiszę – zgodziłem się, choć w rzeczywistości pewnie dłużej się z Nią przekomarzałem.

Oczywiście zawsze, gdy się człowiek na coś takiego zgadza, to chwilę potem przychodzi refleksja, że jest głupi i na co mu to było. A szczególnie, gdy się weny nie ma. No i mnie też naszła taka refleksja. Przede wszystkim kłopot był w tym, że Dagmara była wtedy w szóstej klasie podstawówki i raczej nie należało Jej pisać jakiegoś wypasionego wierszyska, bo jeszcze Ją za Szymborską, by wzięli i co by to było? Więcej dla Niej kłopotów niż pożytku. No, ale po bezowocnych próbach napisania czegoś prostszego machnąłem ręką i strzeliłem wierszysko trzynastozgłoskowcem z ładną średnióweczką. A co się będę. Dałem go Dagmarze, a Ona dostała szóstkę, pochwałę i… i nic więcej. Widocznie polonistka uznała, że to normalne, że trzynastolatka pisze wiersze trzynastozgłoskowcem. No, a może to po prostu normalne jest.

I tak kilka lat po skończeniu podstawówki znów dostałem szóstkę. Zresztą to i tak nic w porównaniu z tym, gdy napisałem Jej pracę o śmieciach, czy o czymś podobnym (gwoli sprawiedliwości historycznej: napisałem ją razem z Bubą). Tym razem nie skończyło się na szóstce, ale i na fragmentach pracy w Gazecie Ogrodzienieckiej… Czasem się dziwię, że Dagmary nie obwołano jakimś lokalnym talentem :))

No, a wierszyk wygląda tak:

O, cóż jest piękniejszego niż sam słońca zachód!
Gdy leżysz gdzieś na plaży na rozgrzanym piachu
I patrzysz za horyzont, gdzie kula czerwona
Z wolna do morza spływa. Tam się chowa ona.
Lecz zanim się ukryje, nim ci z oczu zniknie
Jest jak mówią górale, tak po prostu „piknie”.
Takiemu widowisku rad jest każdy człowiek
I choćby mógł zamknąć – nie zamyka powiek
Tylko patrzy z radością, cieszy oczy swoje,
I wie, że wprost magiczne przedstawienie to jest.
I nie tylko nad morzem – zachód słońca wszędzie
Do końca świata chyba tak już piękny będzie.
Gdy przez okno się wyjrzy o wieczornej porze
I widzi ciemne niebo w niezwykłym kolorze
To wtedy na sto procent słońca to zabawa,
Co chowa się już do snu. Gdzie? Nie nasza sprawa.
Naszą sprawą jest patrzeć, podziwiać widoki
Tu czerwień, tu pomarańcz, gdzieniegdzie obłoki.
Obłoki co tak ciemne, granatowe prawie
Dodają też uroku słonecznej zabawie.
Tak na wieczornym niebie barw paleta cała
Przez minut kilkanaście nas cieszy bez mała.
I gdy skrzy się czerwienią, mieni kolorami
Słońce co to za dnia wisi gdzieś nad nami
To chciałoby się krzyczeć, by radość wyjawić
I piękny zachód słońca w nieskończoność sławić.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.