„PRZED ZACHODEM SŁOŃCA” [„BEFORE SUNSET”]

[Jeśli nie widziałeś Drogi Czytelniku „Przed wschodem słońca” [„Before Sunrise”] to nie czytaj tej recenzji. Choć oczywiście masz wolną wolę i nie będę Cię do niczego zmuszał :)]

Parę lat wcześniej Jesse i Celine spotkali się w pociągu jadącym do Wiednia. On, amerykański student, wracał do domu z wakacji w Hiszpanii, a ona, studentka francuska, wracała do rodzinnego Paryża. Postanowili spędzić ze sobą dzień i noc we Wiedniu, a rano ona wsiadła do pociągu i odjechała. Nie wymienili się adresami, telefonami, nie znali nawet swoich nazwisk. Obiecali sobie tylko, że dokładnie za rok (spooky podpowiada, że za pół roku i ma rację :) ) spotkają się na tym samym peronie wiedeńskiego dworca. Minęło kilka lat. Jesse napisał książkę i obecnie jest w trasie ją promującą. Właśnie odpowiada na pytania paryskich dziennikarzy, gdy spoglądając na bok widzi ją. Celine. A jako, że Jesse ma jeszcze trochę czasu do odlotu, postanawiają zrobić sobie rundkę po Paryżu.

Każdy, kto widział „Before Sunrise” i się nim zachwycił, koniecznie powinien obejrzeć „Before Sunset”. Nie ma innej możliwości. Natomiast ten, kto się nim nie zachwycił, ten jest dziwny :) No, a pomijając, że jest dziwny, to drugi film z serii może sobie darować z czystym sumieniem. Ja należę do grupy numer jeden. Obejrzałem kiedyś całkiem przypadkiem pierwszą część i miałem dwa dni z głowy zastanawiając się nad tym czy się spotkają po roku czy nie. No i na odpowiedź przyszło mi czekać aż do teraz. Parę razy już miałem „Before Sunset” w ręku, ale jakoś nie udało się mi go obejrzeć. Dopiero trzy dni temu.

Nie zawiodłem się na „Before Sunset”. Film daje odpowiedzi na wszystkie nurtujące widza pytania i serwuje powtórkę z rozrywki w postaci kolejnych rozważań sympatycznej dwójki na temat wszystkiego co im do głowy przychodzi. Tym razem reżyser i scenarzysta filmu Richard Linklater pozwala nam w spokoju oglądać cały film, bo już w trakcie napisów początkowych zdradza nam zakończenie. Pamiętacie jak kończył się „Before Sunrise”? W kilku ujęciach pokazano te miejsca Wiednia po których spacerowała dwójka głównych bohaterów. Puste bez nich i pozbawione magii. Ot, zaułki starego miasta nic więcej. No. A teraz zobaczcie sobie jak się zaczyna „Before Sunset”.

Nie mam do filmu żadnych zastrzeżeń – no mógłby być trochę dłuższy. Chyba jednak nie było potrzeby przedłużania go na siłę. W ogóle chyba nie ma co traktować go jako osobnego filmu. Nie istnieje on bowiem bez pierwszej części, a stanowi swoiste post scriptum do swojego poprzednika rozwinięte w film. Dla tych, którzy zachwycali się „Before Sunrise” to bardzo miłe post scriptum i sympatycznie się to wszystko ogląda, ale sceptycy powiedzieliby pewnie, że szkoda taśmy filmowej i wystarczyło w pięć minut opowiedzieć co i jak bez zbędnego rozgadywania się. Ale co oni się tam znają!

2 odpowiedzi

  1. „Obiecali sobie tylko, że dokładnie za rok spotkają się na tym samym peronie wiedeńskiego dworca.”

    A psikus, bo dokładnie za pół roku 😛
    Dodatkowo myślałem, że będziesz bardziej narzekał na krótkość filmu. Ale żeby nie było – całość ogląda się wyśmienicie i do zachwytów dołączam się w całej rozciągłości.

  2. Quentin

    Ojej, ale klops, zamykam bloga! 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.