„MORDOWAĆ!” KRZYKNIE I SPUŚCI PSY WOJNY

Obejrzałem „Aleksandra”. Recenzja będzie, albo i nie – na razie w skrócie, bo nie o tym chciałem pisać: film mi się podobał. Podczas oglądania męczyła mnie jedna refleksja, a zaraz potem przemieniła się w zalążek planu, który mam zamiar przeprowadzić, gdy tylko zyskam publiczne poparcie. Refleksja była taka, że „cysorz to ma klawe życie”. Jeździ sobie taki król po świecie, ludzie mu się kłaniają, żarcie pod nos podtykają najlepsze, wykąpią króla, utulą do snu, w szaty najprzedniejsze obleką itd. A co najważniejsze taki król ma z tym dobrze, że może mieć jaką tylko kobietę sobie zamarzy, bo albo się w nim kochają, bo jest król, albo trzeba je siłą brać, ale nikt nie napisze skargi do „Przyjaciółki”, bo królowi wolno. Zdobywać, brać w jasyr, chędożyć, a potem drugi raz chędożyć i trzeci raz też, jak król ma siłę. Żyć nie umierać. Dlatego ja bym chciał zostać takim królem – głównie z powodu tych kobiet, nie oszukujmy się. No i mam plan, który na razie w zalążku jest i który trzeba dopracować.

No więc tak. Będę potrzebował ludzi, bo samemu to sobie mogę zostać królem, ale podwórka co najwyżej własnego. Bez ludzi ani rusz. Aleksandrowi wystarczyło na początek czterdzieści tysięcy. No ja takich ambicji nie mam i nie liczę na czterdziestotysięczne poparcie, ale mam nadzieję, że im dalej w las, tym więcej ochotników się do mnie przyłączy. Plan wymyśliłem ja więc wybaczcie, ale to ja będę królem. No, ale nie będzie tak źle. Mnie tylko na kobitkach zależy – reszta armii może sobie robić co jej się bedzie podobać. Ja pazerny nie jestem i całego złota dla siebie nie wezmę. Na co mnie to.

Ogłaszam więc nabór do mojej armii. Zgłoszenia przyjmuję na maila, który podany jest z boku bloga. Na początek byłoby dobrze zebrać z dwieście osób. Zbierzemy się do kupy i pomaszerujemy na Urząd Miasta. Broni specjalnie dużo nam nie będzie trzeba, bo myślicie, że się w takim Urzędzie Miasta spodziewają inwazji? A skąd. Dwóch policjantów z pobliskiego komisariatu się obezwładni bez problemu, a potem wkroczy do Urzędu i obali panującego w nim Burmistrza. Myślę, że dziesięć minut wystarczy, aby Ogrodzieniec był nasz. Jak już całe miasto będzie nasze, to będzie chwila spokoju żeby się zastanowić co dalej. Połazi się po domach i zbierze ochotników do dalszych kampanii i rozpocznie bombardowanie internetu zawiadomieniami o naborze do naszej armii. Biednym i bezobotnym obiecamy podział łupów po równo i damy prawo do robienia co im się żywnie podoba w ramach naszej kampanii. Myślę, że będą przybywać na wezwanie – skusi się ich na początek kasą z obydwu banków jakie są w Ogrodzieńcu. Naszym hasłem będzie: „Kto nie z nami to przeciwko nam”. Nikomu się nie będzie opłacało sprzeciwiać, bo walcząc po naszej stronie będą mieli wszystko co będą chcieli, a co będzie w naszym zasięgu. Parę dni spokoju na załatwienie wzmocnień w ludziach będziemy mieli, bo niby kto się dowie, że Burmistrz Ogrodzieńca upadł, a rządzi samozwańczy król Quentin? W dzisiejszych czasach nikomu do łba nie przyjdzie taka historia. No i jak nas będzie parę tysięcy to ruszymy na Zawiercie. Tam też dużego oporu nie będzie, bo policjantów wielu nie ma, a najbliższa jednostka wojskowa jakieś dziesięć kilometrów dalej. Zanim dotrą my już obalimy Prezydenta Zawiercia i wcielimy miasto do Królestwa Ogrodzieńca. Z tych co nie będą chcieili być z nami zrobi się żywe tarcze i ustawi na granicach nowopowstałego królestwa. Ostudzi to trochę zapały wojska, które ewentualnie przybędzie w celu zgaszenia naszej rebelii.

Jak już będziemy w Zawierciu i porobimy dokładnie to samo co w Ogrodzieńcu, to na luzie myślę, że nasza armia będzie liczyć około dziesięciu tysięcy ludzi. Bedą się garnąć, bo nie tylko kasa z tego będzie i przyjemności (powołamy oddział dziwek do zadań specjalnych), ale i zobaczą, że można przejąć władzę bezkrwawo. No bo niby co nam się może stać przy zajmowaniu Ogrodzieńca, Zawiercia i okolicznych wiosek? Nic. Heca z Zawierciem otworzy oczy kraju i zaczną w Sejmie obradować co z tym zrobić – co da nam czas na spokojne przemyślenie dalszych ruchów i zaciąg do armii. Zarówno internetowy jak i na miejscu. Nasze bojówki będą chodzić od domu do domu i wcielać nowych ochotników do armii. Komu się nie będzie taki pomysł podobać – żywa tarcza!  I tak po tygodniu (lekko licząc) Królestwo Ogrodzieńca będzie liczyć ze dwadzieścia kilometrów kwadratowych ziemi otoczonej z każdej strony murem z żywymi tarczami – łamistrajki zawsze się znajdą. A nawet jeśli nie, to armia będzie liczniejsza, gdy wszyscy będą po naszej stronie. Mężczyźni, kobiety, dzieci – trzydzieści tysięcy lekką ręką licząc. Kobiety i dzieci jeszcze lepiej, że w armii, bo kto będzie strzelał do kobiet i dzieci? Ano właśnie. No i jak ustabilizujemy sytuację, to się ruszy dalej i wkrótce cała Polska będzie nasza. Grunt tylko żeby nie na hura to wszystko robić, tylko spokojnie i powoli i z rozmysłem.

A jak na początku operacji będzie więcej kandydatów do działania, to się wprowadzi plan B obejmujący swoim zakresem sytuację, w której rozpoczniemy nie od jednego miejsca w Polsce, tylko od kilku na raz. Atak będzie zsynchronizowany. Zaczniemy od małych miasteczek takich jak Ogrodzieniec. Pięć minut roboty i władza w naszych rękach. Szybciej pójdzie przejmowanie całego kraju w nasze ręce, gdy zaczniemy w dwudziestu miejscach na raz. A jako, że ja to wymyśliłem, to będzie tylko jedno zastrzeżenie – ja jestem królem, a nasze królestwo zwać się będzie Królestwem Ogrodzieńca. Reszta według uznania naszej milicji, tudzież wojska. Rezygnujemy z rang, wszyscy będą równi. Ja co prawda będę królem, ale równy ze mnie będzie król, obiecuję.

No, a jak już cała Polska będzie nasza, to ruszymy na podbój całego świata. Zaczniemy od Ukrainy. Z dwóch powodów. Ukraińcy nas lubią i może nawet uda się osiągnąć przymierze bez większych walk. To pierwszy powód. A drugi jest taki, że mają dostęp do nuklarnego arsenału, a ten się przyda w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi, którym będziemy ściemniać, że tylko w Europie będziemy chcieli porządzić. Oni nam na pewno nie uwierzą i przyślą swoich żołnierzy, ale niby gdzie wylądują jak wszyscy na naszych ziemiach będą albo z nami, albo w żywych tarczach? No, ale to melodia przyszłości. Na razie jesteśmy na początku drogi, która zaprowadzi nas do potęgi, chwały, sławy, bogactwa, a mnie do łóżka każdej kobiety jaką sobie wymarzę!

No to kto jest ze mną? Im wcześniej się zapiszecie, tym więcej łupów będziecie mieli do podziału!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.