Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

„LADYKILLERS” [„THE LADYKILLERS”]

Marva Munson, czarnoskóra babcia, mieszka sobie w spokojnym i nudnym małym miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych. Męża pochowała ponad dwadzieścia lat temu, a teraz mieszka wraz z kotem w piętrowym domu. Jedyną atrakcją jaka jest obecna w jej życiu, jest chodzenie do kościoła na msze i falowanie w rytm pieśni gospel. Pewnego dnia do drzwi jej domu puka szarmancki profesor G.H.Door (Tom Hanks) z zapytaniem czy informacja o pokoju do wynajęcia w domu Marvy jest prawdziwa. Okazuje się, że tak. Profesor zaciera ręce i używając całego swojego czaru osobistego przekonuje staruszkę, że to właśnie on jest jej wymarzonym lokatorem. Ma też do staruszki jeden romans – otóż zdradza jej, że wraz z grupą przyjaciół zgłębia właśnie tajniki rokokowej muzyki przygotowując się do występu. Profesor pyta czy możliwe jest, aby ich próby odbywały się w piwnicy domu staruszki. Marva nie ma nic przeciwko temu, a już następnego dnia pod jej dom podjeżdżają towarzysze profesora, taszcząc w dłoniach instrumenty.

Z filmami braci Coen (ten taki właśnie jest) jest tak, że albo je lubię, albo nie. Równowaga mniej więcej jest zachowana, choć szala mimo wszystko przechyla się na stronę „nie lubię”. No, ale nieznacznie tylko. „Ladykillers” na dodatek zebrało miażdżące recenzje więc spodziewać należało się wszystkie co złe po tym filmie. Postanowiłem jednak dać mu szansę i… no super film! Zaskoczenie totalne. Pewnie znów narażę się na kpiny filmowych „znawców”, ale nic nie poradzę na to, że film ten mi się podobał.

Siłą napędową całego filmu jest oczywiście Tom Hanks. I choć po raz pierwszy od cholera wie ilu filmów nie zagrał oscarowo, to i tak jego monologi rozwalają. Ma chłop gadane – to mu trzeba przyznać. Podejrzewam, że bohater, którego gra przekonałby Sudańczyka do kupna farelki. Reszta obsady jedynie dotrzymuje mu kroku, ale raczej nie dzięki swoim umiejętnościom aktorskim, a po prostu dzięki dobremu scenariuszowi – każdy z pozostałej czwórki ladykillersów jest na tyle oryginalny żeby się nie znudzić po chwili. Zaiste zabójcza to ekipa.

Uśmiałem się, a wcale się tego nie spodziewałem więc pewnie dlatego zabawa była większa. Z mojej strony gorąco polecam, ale ostrzegam też, że znakomita większość się chyba ze mną nie zgadza.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.