JESTEM Z SIEBIE DUMNY

Zebrałem się w sobie i napisałem ten kawałek magisterki, który miałem napisać. Zajęło mi to co prawda trzy, a nie dwie godziny, ale przynajmniej mam już święty spokój na resztę tygodnia i nie muszę przed promotorką uciekać do marca. No znaczy się teoretycznie mam święty spokój, bo ja to taki jestem, że jak się nie mogę zebrać, to się nie mogę zebrać, ale jak się już zbiorę… no męczy mnie żeby skończyć jeden cały rozdział. Mógłbym to na luzie zrobić i kto wie czy tego nie zrobię, ale męczy mnie ten nadmiar ambicji, tak samo jak i lenistwo. I jak tu nie marudzić?

Trochę nocy jeszcze zostało i teoretycznie mógłbym skończyć rozdział numer trzy, ale już dość zmęczony jestem to raz, a dwa nadmiar ambicji też za dobry nie jest. Poza tym to pewnie niepotrzebna robota, bo to, co przed chwilą napisałem powinno starczyć do zaliczenia semestru. Z drugiej strony miałbym względny spokój, bo więcej napisane, równa się mniej pisania potem. Zresztą, co ja się podniecam jak i tak mi kobita pokreśli wszystko i będzie trzeba w kółko nad tym samym dłubać. Wpienia mnie, że jutro zamiast w spokoju obejrzeć jakiś film (w planach „Aleksander”), to będę się zastanwiał czy pisać dalej czy nie, tak samo jak dzisiaj zamiast w spokoju oglądać „Super Size Me”, to się zastanawiałem czy w ogóle coś pisać, czy nic nie pisać. Świrnięty jestem, wiem.

A tak by było fajnie pozostać przy tym, że jestem z siebie dumny. To nie, zawsze se muszę zapchać łeb jakimiś pierdołami o żabach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.