I ZNÓW FARGO

Nawaliło śniegu i leżą zaspy już od kilku dni. Lepsze to niż plucha jaka była wcześniej, a i widok z okna śliczny, szczególnie w nocy. Robią wrażenie te białe czapy na cruellowych świerkach i sosnach. Tyle, ze zimno jak w psiarni i wieje i w ogóle Syberia. Jak ja nie lubię jeździć w taką pogodę na uczelnię. A tu nie ma możliwości żeby nie jeździć. Można co prawda zostać zawiezionym przez PKP, ale to wydłuża podróż o lekko licząc dwie godziny więc pass. Może jednak do weekendu Fargo zniknie, ale na razie nic na to nie wskazuje.

Nie ma o czym pisać, przynajmniej jeśli idzie o bieżące wydarzenia, bo nic się nie wydarza. Wspomnień archiwalnych mam tysiące, ale jakoś nie posiadam natchnienia do ich spisywania, stąd więc np. wczorajszy dzień upłynął na blogu pod kątem recenzji. Dzisiaj mogłoby być tak samo, ale dam Wam trochę odpocząć. Choć może lepszy rydz niż nic? A w ogóle źle się chyba ze mną dzieje, bo przed sekundą poprawiłem napisane wyżej: „pod kontem recenzji”. W jakim banku to konto, ja się pytam?

Na dodatek znów lenistwo ze mną wygrywa w tej odwiecznej grze Quentin vs. Lenistwo. Przegrywam jakimiś dwustoma punktami tak na oko i nic nie wskazuje na to, że zacznę finiszować i doganiać przeciwnika. Na sobotę muszę (teoretycznie) napisać z dziesięć stron przynajmniej, mojej pracy magisterskiej, z której na razie jest tylko spis treści i bibliografia zawierająca książki i artykuły, których na oczy nawet nie widziałem. No, ale to, że muszę (teoretycznie) nie znaczy, że siedze i piszę. Co to, to nie. Zresztą do środy włącznie dałem sobie czas na „nicnierobnienie”, a od jutra miałem zacząć pisać, no ale nic na to nie wskazuje, że zacznę. Nie obawiam się, że nie miałbym co pisać, ale po prostu mi się nie chce. I nie pomaga myśl: „napisz, pokaż, dostań piątkę z seminarium”, o wiele wyraźniejsza jest myśl: „a co tam, będziesz w marcu biegał za promotorką jak będziesz musiał indeks oddać”. Skłaniam się coraz bardziej ku myśli numer dwa, bo z nią wiąże się kontynuowanie „nicnierobienia”. Trochę męczy mnie myśl, że przecież to góra dwie godziny pisania i święty spokój – nigdy nie byłem zwolennikiem świętego spokoju, zawsze wolałem zostawiać to, co mam do zrobienia na ostatnią godzinę. Poza tym wolę pisać do niczego niepotrzebne głupoty, nż to, co ważne. Zobaczymy jak się sprawa rozwinie, ale nie wróżę sobie powodzenia w temacie stukania magisterki w tym tygodniu. W sumie szkoda, bo co to jest dziesięć stron z dupnym marginesem i dużym odstępem między wierszami, zapisane dupną czcionką? Chwila roboty. Tej notki już pewnie są ze dwie strony, a dziesięć minut pisania… I tak w koło Macieju w mojej głowie spierają się dwa punkty widzenia. Oby przestały wraz z rozpoczęciem oglądania „Super Size Me”.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl