Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

„EGZORCYSTA – POCZĄTEK” [„EXORCIST – THE BEGINNING”]

Ojca Merrina zna każdy, kto choć trochę interesuje się kinem, a w szczególności kinem grozy. To on w słynnym „Egzorcyście” Williama Friedkina walczył z demonem, wypędzając go z ciała wymiotującej na wszystkie strony Megan MacNeil. Tymczasem okazuje się, że nie było to jego pierwsze spotkanie z demonem. Kilkanaście lat wcześniej stanął w nim oko w oko i stułę w stułę. A było to tak. Siedział sobie Merrin (Stellan Skarsgard) w afrykańskiej knajpie i popijał drinki opowiadając na lewo i prawo, że księdzem już nie jest, a tylko zwykłym archeologiem i jak ktoś się do niego per ojcze zwróci, to dostanie po pysku. Tymczasem zgłasza się do niego wysłannik stolicy apostolskiej i informuje co by Merrin szybko jechał w inny zakątek Afryki. Merrinowi za bardzo się nie chce, ale elektryzuje go wiadomość o tym, że właśnie wykopano na pustyni kopułę kościoła, który nie powinien tam stać. No, a Merrin ma zbadać sytuację i zdać raport na temat owego kościoła. Wsiada więc Merrin w dżipa i jedzie na spotkanie przygody.

Za kamerą „Egzorcysty – Początku” stanął Renny Harlin, którego to nazwisko mogło oznaczać wiele – nakręcony przez niego film mógł być dobry, ale też mógł być beznadziejny, bo i takie i takie filmy trafiały się w jego filmografii. Ze wskazaniem na filmy słabe. W końcu to „dzięki” jego „Wyspie piratów” zbankrutowała cała wytwórnia Carolco. A jak jest w przypadku „Egzorcysty”? A nijak. Ani tak, ani siak. Ani to zły film, ani specjalnie dobry. Ot film.

Obejrzeć się go da, choć jest z piętnaście minut za długi. Przestraszyć za bardzo się nie ma czego. Można popodziwiać ze dwie krwawe sceny z klasą, które ożywiają ten film, ale na krótko zaledwie. No wiem, Friedkin obył się w ogóle bez krwi i było dobrze, ale Harlin bez krwi, to by już całkiem nudny film stworzył. A tak, to przynajmniej coś się dzieje jak się jeden z drugim tym szkłem ciachają po szyi :) Natomiast udało się Harlinowi stworzyć bardzo fajny klimat spotęgowany przez dobre zdjęcia, ale nie umiał tego „wypełnić filmem”. To tak, jakbyśmy siedzieli sami w pokoju, paliłyby się świece, z radio leciała romantyczna muzyka, a na stole stała kolacja tylko dla dwojga i szampan w kubełku, a brakowałoby ukochanej/ukochanego.

Dla nas jednak, jest jeszcze jeden powód, na plus dla tego filmu. Powód patriotyczny. Główną rolę gra w nim nasza Izabella Scorupco i zaprawdę powiadam Wam, że jest na co popatrzeć. Nie, nic nagiego tu nie ma, ale jest parę innych ciekawych scen z naszą eksportową gwiazdeczką.

Jest też w filmie motyw komediowy. Umarłem ze śmiechu, gdy przedstawiono Merrinowi murzyńskiego tłumacza, tubylca mieszkającego w murzyńskiej wiosce. Tłumacz się odezwał, a mnie było wesoło, gdy z jego ust popłynął angielski z czystym, londyńskim akcentem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.