Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

„ALEX I EMMA” [„ALEX & EMMA”]

Mam taką zasadę, że niechęć do jakiegoś aktora nie ma prawa przeszkodzić mi w oglądaniu filmu z nim w roli głównej. Często spotykam się z tym, gdy znajomi mówią, że jakiegoś filmu nie obejrzą, bo gra w nim X.Y. Ja tak nie mam i choć paru aktorów nie lubię (oni mnie podobno też), to oglądam z nimi filmy i jeśli są dobre, to mi się podobają bez względu na obsadę. Jest tylko jeden aktor, wyjątek od tej reguły – Luke Wilson. No nie znoszę gościa, bo aktorem beznadziejnym jest i kropka. Jego brata Owena lubię, ale nazwisko Luke’a jest dla mnie niczym znak stopu. I przez tę niechęć bym nie obejrzał „Alexa i Emmy”. Na szczęście jednak do tego nie doszło.

Alex jest utalentowanym pisarzem z hazardowymi długami. Ma miesiąc czasu na to, aby oddać pożyczone od kubańskiej mafii pieniądze. Na szczęście jest łatwy sposób, aby zdobyć te pieniądze – musi tylko napisać książkę. Kłopotem jednak jest nie tylko krótki okres czasu na napisanie tej książki, ale i całkowity brak weny. Zdesperowany Alex daje ogłoszenie do pracy, dzięki któremu ma zamiar znaleźć stenotypistkę, której podyktuje swoją książkę. Wkrótce w drzwiach jego mieszkania stanie tytułowa Emma.

Na Roba Reinera, reżysera tego filmu, z grubsza zawsze można liczyć. Kręci filmy dość rzadko, ale jak się już za coś zabierze, to zwykle wychodzi całkiem „oglądalny” materiał, a często bardzo „oglądalny”. „A Few Good Man”, „Misery”, „When Harry Met Sally”, czy „The American President” są w ścisłej czołówce moich ulubionych filmów. No, a w przypadku „Alexa i Emmy” okazało się, że nawet Luke Wilson może być zjadliwy w filmie, w którym występuje.

„Alex i Emma” to zabawna komedyjka, którą ogląda się jednym tchem i ani się człowiek nie obejrzy, już widzi napis „The End”. Po raz kolejny okazuje się, że dobry pomysł plus dobre wykonanie wystarczy aby nakręcić dobry film. Szczególnie w przypadku komedii romantycznych. No jeszcze potrzebna jest sympatyczna para głównych bohaterów – Luke jest tu dość symaptyczny (choć od czasu do czasu robi te swoje beznadziejne miny), a co zepsuje Luke, to swoim uśmiechem nadrabia Kate Hudson, która chyba całkiem poważnie myśli odebrać miejsce w lekkich, łatwych i przyjemnych filmach swojej mamie, Goldie Hawn. No i mamy jeszcze dostojną piękność Sophie Marceau, któa dopełnia całości.

Bardzo fajny, rozluźniający filmik. Lekki, łatwy i przyjemny. Polecam.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.