„TERMINAL” [„THE TERMINAL”]

Mówi się, że dobry film to ten, którego fabułę da się opisać jednym zdaniem. Wobec tej teorii „Terminal” jest dobrym filmem, bo:

„Terminal” to film, który opowiada o obywatelu Krakozji (fikcyjny kraj „stworzony” specjalnie dla potrzeb filmu), który wskutek zbiegu okoliczności zmuszony jest zamieszkać na nowojorskim lotnisku, gdyż nie może wracać do swojego kraju, ani wstąpić na amerykańską ziemię… Tak sobie pomyślałem, że używając zdań wielokrotnie złożonych można udowodnić, że w myśl wspomnianej na początku teorii każdy film jest dobry :)

Czekałem na obejrzenie „Terminalu” od momentu, gdy tylko zobaczyłem jego trailer. Przypadł mi on do gustu, bo ja lubię takie lekkie i przyjemne filmy więc była nadzieja, że i cały film będzie dobry i trafi w mój gust. Oczywiście wszystkie trailery są zachęcające więc pewności absolutnej co do jakości filmu nie było, ale nadzieja była, a jakże. No i co? No i wszystko dobrze – film jest tak samo dobry jak trailer. Okazuje się, że na Toma Hanksa zawsze można liczyć. No prawie zawsze, bo poprzedni film, w którym też współpracował ze Spielbergiem (który jest reżyserem „Terminalu”) czyli „Złap mnie jeśli potrafisz” nie był specjalnie dobry, choć oczywiście zły też nie był.

No i właściwie nie ma się co więcej rozpisywać na temat tego filmu. Tak samo jak prosta jest historia, którą opowiada, prosty jest również cały film (a przez to lekki, łatwy i przyjemny). Nie wymaga wysiłku żadnego włożonego w oglądanie, czyli jest solidną rozrywką na wysokim poziomie zagwarantowanym przez jego twórców i aktorów w nim występujących. Tom Hanks zdobył już wszystko, co można zdobyć jako aktor więc może sie teraz bawić kinem i tutaj też bawi się pewnie przednio zaciągając rosyjskim akcentem przez cały film, bawiąc przy okazji widzów. Jasne, film nie jest doskonały, ale można przymknąć oko na drobiazgi, bo nie wpływają one nijak na całość. Daj Boże żeby wszystkie filmy dziejące się właściwie w jednym miejscu tylko, były tak dobre jak „Terminal”. Dla mnie były to wyjątkowo mile spędzone dwie godziny, którego to czasu absolutnie nie żałuję. Tylko aktorkę mogli dać inną, bo za Zetką specjalnie nie przepadam.

A co do zakończenia, na które większość narzeka… hmm, nie wiem skąd to narzekanie. Nie podzielam zdania, że film powinien się skończyć piętnaście minut wcześniej. Niby czemu? Wszystko jest absolutnie OK. No prawie wszystko, bo pewną rzecz zrobiłbym inaczej, no ale widocznie nie mam racji skoro nikt mnie o konsultacje nawet nie poprosił :) Tak samo jak nic nie mam do filmu, to i do zakończenia też nic nie mam.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.