WEJŚCIE DO PIEKŁA

Cmentarz w Ogrodzieńcu położony jest w bardzo depresyjnym miejscu. Za dnia jeszcze można przeżyć bez wpadania w depresję, ale gdy jest ciemno, to nie ma tam nic miłego. Gdzie się człowiek nie obejrzy tam nieprzenikniona ciemność (dookoła łąki, pola et cerata; to tam powinien być znak o tym, że kończy się Ogrodzieniec). Oprócz tego jednego dnia oczywiście, ale nie zamierzam pisać o tym, że we Wszystkich Świętych na cmentarzu jest ślicznie, bo to wie każdy.

Jako, że zatrucie żołądkowe odpuściło niemal całkowicie już po dwóch godzinach więc spokojnie mogłem zapakować się w ubranie i wyleźć z nory co by choć raz w roku z własnej woli na cmentarz czmychnąć. Odczekałem aż się ściemni w międzyczasie po raz setny wzruszając się na „Znachorze” i wzdychając po cichu do Ani Dymnej, a gdy czerń za oknem zasugerowała, że już jest noc (choć ledwo siedemnasta była) wyruszyłem na cmentarną przechadzkę. Sam, bo jakoś nikomu nie chciało się mi towarzyszyć. Phyy. Skoro potrafią znaleźć lepsze towarzystwo od mojego ;P

Na cmentarzu mój niezawodny nos od razu skierował mnie w stronę grobu dziadka więc dochodząc tam wąskimi uliczkami spocząłem vis a vis płyty nagrobnej i oddałem się rozmyślaniu. Po chwili okazało się, że ja tak za dużo to nie mam myśli i zacząłem się sam ze sobą nudzić. I z tego nudzenia wyszło rozglądanie, a z rozglądania początkowa refleksja o depresyjnym miejscu w jakim położony jest cmentarz. Chwilę potem zacząłem się złościć. Kurna, poszedłem w dobrej wierze na ten cmentarz z nadzieją, że się zdołuję i zasmucę (ja się lubię dołować) ale nie szło! Myślałem, że ludzi będzie mało, ale nie. Było ich całkiem dużo, a na dodatek z dziećmi, dzieci hałasowały, tupały – jak tu się w takiej atmosferze zdołować jak nie słychać własnych myśli? Nie było miejsca nawet na melancholię. Mój wzrok tymczasem opadł na wykoszone miejsce za grobem dziadka. Nigdy nie było tam żadnych grobów, co jest dziwne zważywszy, że to centrum cmentarza czyli dobre miejsce na pochówek, a i miejsca tam spokojnie na kilka grobów wystarczy. Kiedyś były tam niezłe zarośla, ale teraz wszystko już wykarczowane, a trawa zasiana i skoszona. Nie widać już nic a nic wejścia do piekła…

Tak, tak. Cofając się pamięcią wstecz (wiem, wiem, proszę mnie nie poprawiać :) ) przypomniałem sobie straszną rzecz jaką ukrywały zarośla za grobem dziadka. Wrota piekieł. Dziura do wnętrza ziemi, która tam była, straszyła i której nikt nigdy nie ogrodził czy choćby zaznaczył że tam jest. Aż dziw, że nikt w nią nie wpadł. Jeśli idzie o mnie to bałem się koło niej nawet przechodzić, a podejście do niej wydawało mi się szczytem odwagi, którego nigdy nie osiągnąłem. Bo wyobrażacie sobie co mogło się kryć w dziurze na samym środku cmentarza? Brrrr. Ja mam bogatą wyobraźnię i wyobrażałem sobie dość często te zbutwiałe trumny, gnijące ciała i diabła czekającego tylko na to żeby złapać mnie za nogę i wciągnąć do środka.

A potem zasypali tą dziurę, wyplenili chwasty, zasiali trawę i przejechali kosiarką. I to jest dobra wiadomość! Piekła nie ma, wejście do niego zasypane, a na trawie tabliczka „no entrance”. Mają już komplet – przed nami wieczne szczęście i zbawienie. Dlatego cieszmy się, bo jak mówi Papież dziś mamy radosne święto. A kto twierdzi, że blask kolorowych zniczy na nocnym cmentarzu nie jest radosny, ten nie ma racji.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.