PAN TADEUSZ 2 (21;22)

Autor: Greedo

Jęły targać Tadzia wyrzuty sumienia,
Z czarnego człowieka tak zrobić jelenia?
Cóż mu biedaczysko w sumie zawiniło,
że na takie loty sobie zasłużyło?
Czyż to jego wina, że skóre ma czarną?
Nie, on nie zasłużył na dolę tak marną.
Lecz nagle wstrząs wielki targnął samolotem,
Tadzik się obudził, cały zlany potem.

Ach, cóż za ulga, że sen to był przecie,
Poczuł się był Tadzik najszczęśliwszy w świecie.
Siedział tak w fotelu pogrążon w nirwanie
Nic nie przewidując, co potem się stanie.
A stać się rzecz miała wcale nie banalna,
Bo wprost na nich leciała kapsuła owalna.
Nie, to nie owal, Tadzik przetarł oczy,
Widoczność jest słaba – obiekt w chmurach broczy.

Rozejrzał się dyskretnie na współpasażerów,
Wszyscy siedzą cicho, wokół żadnych szmerów,
Jednak kilka osób mocno podnieconych
O czymś rozmawiają – „Ech, podejdę do nich”.
Może już coś wiedzą, co ten obiekt szuka,
Lecz oni wpatrzeni są w ekran notebooka.
Spojrzał i Tadzik w ten ekran nieśmiało,
Wnet pojął w czym rzecz – czasu było mało.

Za oknem się chmury z lekka rozrzedziły
I wszyscy widzeli ów widok niemiły.
Widnokrąg przysłonił im talerz olbrzymi,
Toż to jest inwazja! Nie mamy szans z nimi!
Poczęli w panikę wpadać po kolei,
Gdy wybuch potężny za oknem ujrzeli.
Cała nadzieja w wojsku powinności,
Jutro czwarty lipca – „Dzień niepodległości”!

Autor: Quentin, czyli ja

Przyjrzal się Tadeusz statkowi dokładnie.
Zamiast się przerazić, usmiechnął się snadnie.
Wcale to nie wybuch, błysk to owy sprawił,
Ale rozbłysk swiatła, który się pojawił
Tak nagle, że wszyscy tutaj w samolocie
Wzięli go za wybuch myśląc „Po klopocie.
Całe nasze troski, zmartwienia życiowe
Obrócą się w popiół przez wybuch zwęglone”,
Lecz zaraz zaczęli widzieć to co Tadek.
Wróciły rumieńce na oblicza blade
I z zaciekawieniem przez okna patrzyli
Na to, co się dzieje, po chwili odkryli,
Patrząc w stronę statku, ze wprost to z talerza
Do ziemi powoli, jakiś statek zmierza.
Gdy dotarł do celu, miękko wylądował,
Ładownię otworzył i coś wyładował.
Małą chwilę potem powrócił do góry
I „połknął” go zaraz ten talerz ponury.
Huk się dało słyszeć, silnik się zapalił
Odwrócił się talerz i gdzieś się oddalił.
Po chwili już po nim nie było ni śladu,
A wszystko wróciło do ładu i składu.
Jednak pasażerów myśl taka dręczyła
Co załoga statku w dole zostawiła.
Ten z pasażerów, co miał z sobą laptopa,
Połączył się z Siecią i WWW kropa
nie-do-wiary kropa pl jął stukać,
Bo tam odpowiedzi chciał zaraz poszukać.
Nie minęła chwila i wszystko już wiedział,
A będąc mądrzejszym ludziom też powiedział.
Otóż to kosmici martwiąc się przesadnie
Teraz zachowali się tak bardzo ładnie.
Obejrzeli wcześniej Obcego część czwartą
I walkę z Obcymi cholernie zażartą,
A, że wszyscy Obcy w filmie wyginęli,
Więc się to kosmici strasznie zamartwili,
Że gdy Obcy zdechli koniec będzie sagi
I nikt już na Obcych nie zwróci uwagi.
Przywieźli tu przeto jednego Obcego
I do Hollywoodu kazali wziąć jego.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl