KRYMINALISTA (EPILOG)

W poprzednich odcinkach:
Quentin stanął przed sądem za ciężkie przestępstwo. Właśnie wchodzi na salę rozpraw.

Pożegnałem się wzrokiem z rodzicielem i dwójką zauszników i wlazłem na miniminimini salę rozpraw. Pod oknem siedział pan w czarnej todze, a obok niego stenotypistka.
– Proszę – usłyszałem głos faceta w czarnej todze. Ja za bardzo nie wiedziałem gdzie mam się podziać więc stałem jak ta sierota pomiędzy ławkami dla widzów, mównicą siakowąś i ławą oskarżonych. Myślałem, że będę musiał nawijać więc podszedłem do mównicy.
– Proszę usiąść – powiedział pan w czarnej todze. – Tam – wskazał palcem ławę oskarżonych widząc moje niezdecydowanie. Pokiwałem głową i usiadłem we wskazanym miejscu, kątem oka rozglądając się za strażnikami z kałasznikowami. Nie było żadnego. Tylko ja, pan w czarnej todze i stenotypistka. Pan w czarnej todze zaczął mówić do ściany, a stenotypistka zaczęła napieprzać w klawisze. Biorąc pod uwagę to, że pan w czarnej todze nawijał prawniczym bełkotem, a maszyna stenotypistki pamiętała pewnie proces Gorgonowej i wydawała z siebie odgłosy tak głośne, że całkiem zagłuszała pana w czarnej todze, to biedny, wystraszony Quentin nic nie rozumiał co do niego mówią. Obiło mu się o uszy parę razy określenie „pokrzywdzony”, ale kontekstu wyłapać nie potrafił. Czy to on był pokrzywdzonym? Przyznaję, kołatały mi się takie myśli po głowie, co jeszcze dodatkowo odciągało mnie od słuchania ze zrozumieniem. Pan w czarnej todze mówił do ściany, stenotypistka waliła w klawisze, a Quentin siedział i myślał.

Po około pięciu minutach monologu pan w czarnej todze powiedział, że to już wszystko i że mogę sobie iść. „Chwila moment!” – pomyślałem. „To ja się tłukłem z Ogrodzieńca do Częstochowy w Wielki Piątek żeby posłuchać pięćiominutowego monologu z którego nic nie zrozumiałem i jechać do domu?”. Tak sobie myślałem, a z ust wydobyło mi się tylko:
– Co?
– No może pan iść do domu. Mamy za mało informacji żeby dziś rozpatrzyć pańską sprawę. Zostanie pan wezwany na kolejną rozprawę.
– Ale dlaczego?
– Tłumaczyłem to przez ostatnie pięć minut. W skrócie… – Tu znów nastąpił prawniczy bełkot, którego nie rozumiałem. Gdy pan w czarnej todze skończył, pożegnał się ze mną ładnie jeszcze raz i wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu kazał wyjść z jego sali rozpraw. No to wyszedłem więdząc dokładnie tyle samo co przed wejściem na salę, czyli nic.

Śmiało mogę powiedzieć, że Wielki Piątek był najgorszym moim dniem w tym roku. Sprawa o głupie kilka płytek kupionych kilka lat wcześniej zdawała się nie mieć końca, ja byłem oskarżonym, a na dodatek jeszcze w samochodzie czekało na mnie w telefonie kilka niemiłych smsów od Buby. A i potem jeszcze ojciec dołożył się do podłego nastroju pewną rzeczą. Wieczorem tego dnia poszedłem do kościoła na czuwanie, a wracając do domu około północy wybrałem się na bardzo smutny, samotny spacer. W domu odpaliłem Worda i napisałem najsmutniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek napisałem. Parę stron, które spokojnie brzmiały niczym list samobójcy, choć wcale nim nie były. Usnąłem około trzeciej w nocy w najpodlejszym z podłych nastrojów.

Jakiś czas potem dostałem wezwanie na następną rozprawę, które to olałem sikiem prostym. Nie miałem zamiaru znowu jechać do Częstochowy tylko po to żeby niczego się nie dowiedzieć. Było mi absolutnie wszystko jedno, a i z brzmienia pisma wynikało, że całkiem możliwe iż cała ta sprawa będzie miała całkiem miły dla mnie epilog. Nie wiem czemu, ale tak to właśnie brzmiało. I rzeczywiście.

1 czerwca, tego samego dnia kiedy ostatni raz widziałem Bubę (wtedy nie wiedziałem, że to był ostatni raz) przyjechałem od Niej do domu, a tam czekał na mnie list, a w liście:

Sąd Rejonowy w Czę-wie w sprawie przeciwko Łukaszowi K. oskarżonemu o przestępstwo z art. 118 ust.1 ustawy z dnia 4 lutego 1994r., o prawie autorskim i prawach pokrewnych, na podstawie art. 17 § 1 pkt.10 k.p.k. postanawia:

1). umarza postępowanie w sprawie przeciwko oskarżonemu,
2). na podstawie art. 632 pkt.2 k.p.k. kosztami postępowania obciąża Skarb Państwa.

Uzasadnienie: Przestępstwo z art. 118 ust.1 prawa autorskiego ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego. W przedmiotowej sprawie w toku postępowania przygotowawczego nie ustalono pokrzywdzonego, a co za tym idzie nie uzyskano wniosku o ściganie pokrzywdzonego jako osoby uprawnionej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.