KRYMINALISTA (4)

W poprzednich odcinkach:
Quentin przyznał się do winy naruszenia praw autorskich i czeka na wyrok skazujący.

– Odciski palców? – Spytałem z maksymalnie zdziwioną miną.
– No wie pan. Procedury.
„Jasna cholera” – pomyślałem. „Ładnie się to wszystko zaczyna robić”. W ogóle już spuściłem wzrok i czekałem na dzwonek telefonu z „kaucjową” informacją. Telefon zadzwonił. Policjant odebrał, przytakiwał tylko i coś notował. Po chwili odłożył słuchawkę i spojrzał na mnie.
– Tak jak mówiłem, prokurator wymierzył najmniejszą z możliwych kar. Czterdzieści podstawowych jednostek, czyli mówiąc po ludzku czterysta złotych.
Ani mnie nie ta informacja nie zdołowała, ani nie ucieszyła.
– Proszę czekać, zostanie panu przysłany świstek, z którym pójdzie pan na pocztę i tam uiści opłatę. A teraz proszę za mną.

Wstałem i poszedłem za nim. Spacer długi to nie był, bo stół z potrzebną maszynerią stał na korytarzu wychodzącym na oszklone wejście do środka komisariatu, czyli miejsce, w którym ląduje każdy, kto ma tu jakąś sprawę do załatwienia. Innymi słowy byłem „na widoku” – każdy mógł zobaczyć jak ściągają odciski palców z wielokrotnego mordercy, gwałciciela i słynnego posiadacza nieświeżego oddechu Łukasza K. pseudonim Żaba. Na szczęście oprócz nas dwóch, póki co w komisariacie nie było nikogo innego. Miałem nadzieję, że szybko to wszystko pójdzie i nikt nie zauważy biednego skazańca w czarnym golfie. Cały czas zerkałem na wejście, czy czasem ktoś po coś nie przylazł. Oczyma wyobraźni już wyobrażałem sobie jak zagląda tam Wolna Europa – babcia mojego znajomego, która wszystko o wszystkich wie i potem idą legendy w miasto. A ściąganie odcisków nie szło szybko! Wlokło się nieprzyzwoicie długo! Prawa ręka. Kciuk na osobnej kartce. Jeszcze raz. Lewa ręka. Kciuk na osobnej kartce. Jeszcze raz. Odcisk całej prawej dłoni. Jeszcze raz. Odcisk całej lewej dłoni. Jeszcze raz. No z piętnaście minut mnie na zmianę smarował czarnym świństwem i przyklejał dłoń do kartki, która cały czas się ruszała i trzeba było jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Na szczęście przez cały ten czas nikt nie zajrzał do środka, a ja jakoś przestałem przeklinać, że takie to wszystko na widoku było, jakby nie można było ustawić tej cholernej maszynerii w bardziej intymnym miejscu.

– Niech pan idzie tam. Ma pan tam proszek, mydło i ciepłą wodę – wyrwał mnie z rozmyślań głos policjanta. Posłusznie poszedłem we wskazanym kierunku i poszorowałem łapy około dziesięciu minut. Z mizernym skutkiem. Wróciłem do policjanta, który wyraził ubolewanie, że nie udało mi się wszystkiego zmyć. Nie wiedzieliśmy wtedy, że jeszcze z tydzień mi się nie uda tego zrobić. Pożegnałem się z policjantem i poszedłem do domu.

Minął tydzień, dwa, przeszły Święta, Nowy Rok, miesiąc, dwa, a tymczasem obiecany świstek do wpłacenia 400 złotych nie przychodził. Zacząłem myśleć, że może w tych wszystkich papierkach ktoś utonął i jakimś cudem uda mi się uniknąć płacenia grzywny. I rzeczywiście. Obiecany świstek nie przyszedł. Przyszło zamiast tego coś innego.

Przyszedł inny świstek, który poinformował mnie, że akt oskarżenia przeciwko Łukaszowi K. synowi Cruelli i J został przesłany z sądu w Zielonej Górze do sądu w Częstochowie.

CDN

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl