KRYMINALISTA (3)

W poprzednich odcinkach:
Quentin został wezwany na policję i przesłuchany w związku z zakupem przez niego ponad dwa lata wcześniej kilku filmów w divixie.

Wróciłem do domu z komisariatu i opowiedziałem wszystko co i jak. Rodzice marudzili, że trzeba było udawać głupiego, ale ja miałem wrażenie, że nie było co w ch ciąć z wymiarem sprawiedliwości i jego policyjnym ramieniem. Polazłem do siebie, zdałem relację Bubie i zacząłem rozpytywać znajomych co też może mi grozić. Buba skontaktowała się z jakimś kuzynem po prawie, a ja podpytałem kumpla siedzącego w tych klimatach. W sumie diagnoza nie była zła. Wszyscy mówili, że nie jest bardzo źle i że pewnie jeszcze tylko zostanę wezwany na jakąś rozprawę najwyżej co by wbić gwóźdź do trumny divixowego dealera. „Nie martw się Q” – mówili – „Takie kupno paru filmów to niska szkodliwość społeczna jest więc dadzą ci spokój”. Najgorszym scenariuszem według nich było to, że wpadnie mi policja na chatę i skonfiskuje na wieczne nieoddanie sprzęt, który posłużył do odtworzenia feralnych filmów, czyli mój kochany komputer. Ta możliwość mi się nie podobała więc dla spokojności zainstalowałem sobie Linuxa, a filmy, które miałem wywiozłem do ciotki.

Mijały dni, tygodnie, miesiące, a ja zapominałem o całej tej sprawie. Do czasu. Pewnego grudniowego poranka otwarłem drzwi, a za nimi stał pan policjant i pytał czy może wejść do środka. Serce mi stanęło, ale co było robić. Wyższy był i miał pałkę. Gumową. Policjant wlazł i wręczył mi świstek z pytaniem czy mogę się stawić na komendzie w najbliższą sobotę. Nie mogłem, bo miałem zjazd na uczelni więc umówiłem się na poniedziałek. Policjant zasalutował, spojrzał na choinkę, którą właśnie zaczynałem przystrajać i poszedł. Ja spojrzałem na świstek, a na nim ujrzałem informację, że zostaję wezwany na komisariat w charakterze oskarżonego. No ładnie się te święta zaczynały.

Przyszedł poniedziałek. Chcąc nie chcąc polazłem na komisariat, gdzie przywitał mnie tym razem inny policjant. Uśmiechał się dobrodusznie i nie sprawiał wrażenia, że chce mi zrobić krzywdę. Zaprowadził mnie do innego niż uprzednio pokoju, zasiadł za maszyną do pisania, wkręcił odpowiedni formularz i zaczął stukać. Stukał tak około dziesięciu minut, a po upływie tego czasu spojrzał na mnie i zaczął czytać:
– Łukasz K. syn Cruelli i J. zamieszkały tu i tam, lat tyle i tyle, kawaler ble ble ble, oskarżony o naruszenie przepisu o ochronie praw autorskich paragraf ten przez tamten ble ble ble… Czy przyznaje się pan do winy?
– Tak.
– Przyznał się do winy ble ble ble. Cóż panie Łukaszu. Procedura zobowiązuje mnie do przedstawienia panu dwóch możliwych kontynuacji zaistniałej sytuacji. Możliwość pierwsza: sprawa zostaje przesłana do sądu, który zadecyduje o wymiarze kary. W tym przypadku pańskie nazwisko i przestępstwo o które jest pan oskarżony zostanie już na zawsze w aktach.

Z grubsza o to chodziło, nie pamiętam dokładnie co i jak więc jeśli w mojej opowieści są jakieś błędy merytoryczne to wybaczcie. No, ale wróćmy do monologu policjanta:

– Możliwość druga: przyznaje się pan do winy i zgadza na to żeby karę wymierzył prokurator. W tym przypadku wchodzi w grę jakaś grzywna oraz całkowite wymazanie pańskiego nazwiska z wszelakich kartotek, akt et cerata. Którą bramkę pan wybiera?
– Hmm. A duża ta grzywna może być?
– Jeśli pan zgodzi się na to rozwiązanie to zaraz zadzwonię do prokuratora i się dowiemy. Nie sądzę żeby to była wielka grzywna biorąc pod uwagę niską szkodliwość społeczną czynu.
– W takim razie przyznaję się jeszcze raz i proszę o telefon do przyjaciela.

Spuściłem oczy po sobie, a policjant chwycił za telefon. Zadzwonił, poinformował co i jak rozmówcę po drugiej stronie druta i odłożył słuchawkę.
– Prokurator zaraz oddzwoni i dowiemy się jaka to będzie grzywna.
– Dobrze.
– Aleś se pan narobił przez taką głupotę – zaśmiał się policjant.
– Daj pan spokój – machnąłem ręką. – Trzy lata temu prawie, kupiłem parę płytek, a teraz dym.
Policjant wyciągnął jakąś kartkę z akt i poinformował mnie dokładnie kiedy kupiłem i jakie filmy. No co za jemioł musiał być z tego handlarza! Trzymać bazę danych wszystkich klientów wraz z ich adresami. Innej możliwości namierzenia mnie przecież nie było.
– Pan się wykpi, ale ten handlarz to ma dopiero przesrane. – Policjant znów spojrzał w kartkę. – W jego domu oprócz dwóch komputerów skonfiskowaliśmy 3000 płyt z filmami, 1000 z muzyką i setki z programami komputerowymi. Już ich więcej nie zobaczy na oczy plus jakieś dwa lata w zawiasach dostanie.
Pokiwałem głową i nic już nie mówiłem. Policjant tymczasem opowiadał jak mi współczuje i śmiał się z działań policji mających wytępić piractwo. Akurat wtedy była ta słynna sprawa z chodzeniem policjantów po domach i sprawdzaniem komputerów za nielegalnymi programami. „Bo my proszę pana to nie mamy co robić tylko takie głupoty” utyskiwał policjant, a telefon wciąż nie dzwonił. Po dziesięciu minutach odezwałem się w końcu:
– Wie pan co. To ja pójdę do domu i potem do pana zadzwonię i mi pan powie ile to będę miał zapłacić.
– Proszę poczekać – odparł policjant. – Będę jeszcze musiał zdjąć pana odciski palców.
Zamurowało mnie.

CDN

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl