KRYMINALISTA (2)

W poprzednim odcinku:
Do szpitala w Leśnej Górze… yyy… Do Quentina zadzwoniła policja.

Odłożyłem słuchawkę i z sercem w przełyku pobiegłem na górę podzielić się z Bubą najświeżsżą informacją. „Kochanie, do twojego faceta dzwoniła właśnie policja”. Buba zaczęła mi współczuć, a ja seryjnie (taki młodzieżowy slang!) się bałem. Potem, duuużo później dowiedziałem się od Niej, że tą informacją zepsułem Jej przygotowania do obrony magisterki, no ale to nie jest opowieść o tym jak bardzo była niesprawiedliwa. Wróćmy lepiej do kryminalnego tematu.

Cały czas do godziny 16ej następnego dnia, spędziłem na zastanawianiu się o cóż też może chodzić policji. Właściwie koncepcje były tylko dwie. Pierwsza zakładała powrót do starej historii z filmami na płytkach, druga, cóż… Wtedy stałe łacze miałem dopiero od niedawna więc wciąż byłem w stanie euforii z powodu jego posiadania. A euforia wiążę się z korzystaniem ze wszystkiego co oferuje sieć, także ściąganiem różnego typu rzeczy. Używałem wtedy Kazaa’y, a program ów (gdy jest „niezhackowany”, a taki miałem) charakteryzuje się tym, że tym się lepiej ściąga im więcej ma się punktów. Punkty natomiast dostaje się w zależności od tego ile inni użytkownicy ściągają od ciebie. Ja, żeby zachęcić innych do ściągania plików ode mnie, wpadłem na genialny pomysł. Miałem na dysku sporo filmików treści różnej więc postanowiłem je nazwać jakimiś nazwami, które przyciągną do nich innych. No i zacząłem je nazywać „14yo brunette teen”, „young fucks daddy” etc. :) Zostawiłem je udostępnione i zapomniałem o nich. Przypomniały mi się dopiero wtedy, gdy skorzystałem z DC++ na którym to dostałem bana za udostępnianie dziecięcej pornografii :) Uważałem to za mało prawdopodobne, ale mnie zdarzały się często różne dziwne historie więc brałem i to pod uwagę. Tej nocy nie mogłem spać zastanawiając się czy następnego dnia zostanę skazany za handlowanie pirackimi programami czy za dziecięcą pornografię :)

Następnego dnia na komisariacie przywitał mnie pewien smętny policjant. Wskazał drogę do odpowiedniego pokoju i zamknął za mną drzwi żeby nikt nam nie przeszkadzał. W ciszy porozkładał na biurku różne papiery, pooglądał akta aż w końcu spojrzał na mnie i się przedstawił. Potem spisał z dowodu moje dane i gdy formalności były załatwione spytał:
– Czy nazwisko P.M. coś panu mówi?
– Nie – odparłem zgodnie z prawdą.
– A może któryś z tych mailowych adresów jest panu znajomy?
Spojrzałem na spisane na kartce adresy. Wśród nich rozpoznałem ten, należący do kolesia od którego kupiłem filmy. Trochę mi ulżyło, bo wiedziałem już, że nie o dziecięcą pornografię chodzi.
– Tak. Znam ten adres – wskazałem palcem właściwy.
Policjant zaczął spisywać moje zeznanie. Po kilku zwyczajowych formułkach zaczął swoją własną twórczość. Na początku najwięcej kłopotu sprawiło mu przepisywanie feralnego adresu mailowego. Męczył się kilka minut z przepisaniem siedmiu liter, małpy i kropki. Gdy już napisał co miał napisać zaczął wypytywać mnie czy kupowałem od właściciela adresu jakieś filmy, czy dalej się z nim kontaktuje, czy spotkaliśmy się kiedyś na żywo. Takie tam rzeczy, które musiałem tłumaczyć mu po kilka razy, że tak, kupiłem od niego raz kilka filmów i że nie, nie spotkałem go nigdy, ani nie załatwialiśmy razem żadnych interesów. Nie w głowie mi było kombinowanie, bo za bardzo byłem wystraszony całą tą sytuacją.
– Niech pan sobie przypomni jakie filmy pan od niego zakupił – mruknął policjant.
– Oj nie pamiętam – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – To było ponad dwa lata temu.
– Niech pan spróbuje.
Trochę tytułów pamiętałem więc dałem za wygraną i zacząłem wymieniać, a on notował:
– „Porachunki”, „Od zmierzchu do świtu”, „Hannibal”…
– A „Hannibal” to przez jakie ha?
– Samo… więcej nie pamiętam.
Policjant spisał i podał mi kartkę z moim zeznaniem.
– Czy zgadza się pan ze wszystkim?
Z grubsza się zgadzałem. Nie byłem tylko pewien czy powinienem się zgodzić z dwoma błędami ortograficznymi, które tam zobaczyłem, ale pomyślałem, że spieranie się z panem władzą nie ma sensu.
– Tak, zgadzam się.
– Proszę podpisać.
Podpisałem.
– To wszystko, dziękuję – rzekł policjant. – Może pan iść. Jest pan wolny.
Zbyt szczęśliwy byłem, że to wszystko się już skończyło, żeby wypytywać o co tak naprawdę chodzi. Wstałem, pożegnałem się i poszedłem do domu. Na dalszą część kryminalnej przygody miałem czekać do grudnia.

CDN

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl