Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

ODDECH PRLu (21)

Moda (2)

Dzwony – to powracający dziś symbol mody lat 70-tych. Były to obcisłe do bólu spodnie (kupowało się specjalnie za małe, następnie wciskało się je na mokro w wannie i pozostawiało do wyschnięcia na ciele), z bardzo mocno rozszerzanymi od kolan nogawkami w kształcie dzwonu. Spod nogawki pod żadnym pozorem nie mogły wystawać buty (najczęściej „koturny”). Dopuszczalne było wszywanie w dolną część nogawki, szerokich klinów. Dla podniesienia efektu, w tylniej kieszeni spodni można było umieścić grzebień, im większy tym lepiej. „Dzwony” były obowiązkowym elementem ubioru, całej naszej czołówki estradowej. Jednak największy wkład w lansowanie tej mody miał Jerzy Połomski (wierny jej do dziś) .

Ekspedientka sklepowa – ta funkcja podlegała specjalnym rygorom mody branżowej. Rozróżniamy kilka kanonów ubioru dla tej grupy pracowniczej. Ekspedientka z mięsnego i garmażerni – biały fartuch z nieregularnie rozłożonymi wzorami z krwawej posoki, przeplatanymi plamami tłuszczu wykonanymi za pomocą smalcu ciętego z bloku. Gdzie niegdzie resztki salcesonu brunszwickiego, ewentualnie kaszanki. Na głowie „tapir” wysokości 25 -70 cm uwieńczony schludnym diademem z krochmalonej koronki. Wspomniana ozdoba do „tapira” obowiązywała w całym segmencie spożywczym i przybierała różne formy. Masarz sklepowy – człowiek z gigantycznym toporem, odziany w fartuch pokryty grubą warstwą krwawej posoki, z licznymi prześwitującymi białymi miejscami, zdradzającymi oryginalny kolor fartucha. Spodnie w podobnym odcieniu. Na głowie biała furażerka. Na nogach chodaki lub czarne pantofle. Ekspedientka z warzywniaka – szary fartuch zakładany na sweter, latem na gołe ciało. Zimą dodatkowo  granatowy bezrękawnik (kufajka) pikowany na watolinie. Na prawej dłoni wełniana rękawiczka bez palców. Na nogach podkolanówki na żylaki i sznurowane tekstylne buty ortopedyczne typu sandały. Włosy swobodnie rozrzucone, spocone. Ekspedientka ze sklepu przemysłowego – błyszczący granatowy lub czarny fartuch z białym kołnierzykiem, przepasany paskiem. Na głowie tapir lub treska spięta w kok. Biała ozdoba typu „diadem” na głowie nie była obowiązkowa, choć chętnie używana. Makijaż wyzywający, z dużą ilością tuszu do oczu.

Farbowane podkoszulki w koła – to odpowiedź na monotonię i szarzyznę oferowaną przez handel . Ten efektowny ubiór wykonywało się samemu w domu. Należało za pomocą kilku gumek recepturek pozaciskać zwykłą białą podkoszulkę. Następnie całość wkładało się do gara z farbką. Potem już tylko płukanie w occie dla utrwalenia koloru i gotowe. Miejsca zaciśnięte gumkami nie przyjmowały farby, tworząc jaśniejsze koła. Najlepszy efekt uzyskiwało się przez zaciśnięcie kilku gumek, na zebranym w „ogon” froncie koszulki. W ten sposób uzyskiwaliśmy kilka kół, jedno w drugim.   

Fartuszki szkolne (mundurki) – w czasach kiedy nauczyciele w szkołach mieli władzę absolutną, a uczniowie odpowiadając na ich pytania przyjmowali pozycje „baczność”, istniał powszechny obowiązek noszenia fartuszków szkolnych. Pojawienie się w szkole w ubraniu cywilnym, było równoznaczne z odesłaniem ucznia do domu ze stosowną uwagą w dzienniczku. Początkowo fartuszki szyte były z czarnego materiału typu „podszewka”. W późniejszym okresie, wraz z upowszechnieniem materiałów z włókien syntetycznych, pojawiły się mundurki „nonajron” w kolorach granatowych, czasami bordowych lub ciemno zielonych. Mundurek chłopięcy miał krój podobny do kurtki „pilotki” z dwoma kieszonkami na piersi. Dziewczęcy był dłuższy, ściągnięty w pasie paskiem z tego samego materiału. Istniały jeszcze tzw. „krzyżaczki” czyli fartuszki na ramiączka krzyżowane na plecach. Wszystkie miały jeden wspólny element: biały kołnierzyk przypinany na guziczki. No i oczywiście tarcza szkolna na rękawie. Noszenie fartuszków było upokarzające i „obciachowe”. Po wyjściu ze szkoły fartuszek natychmiast wędrował do tornistra. Pojawienie się w mundurku szkolnym na podwórku było dalece niestosowne i wywoływało uzasadnione drwiny kolegów.

Folklory – były to strasznie obciachowe spodnie w pionowe pasy w brudnych odcieniach takich kolorów jak fiolet, czerwień, brąz, szary. Folklory były niezwykle modne w drugiej połowie lat 80-tych wśród młodzieży o mniej wyrafinowanym guście. Występowały w różnych wersjach materiałowych od grubych zimowych do cienkich letnich.

Fryzury – „tapir” to element sztuki fryzjerskiej, który najbardziej kojarzy mi się z PRL-em. Tapir wykonywało się przez elektryzowanie włosów grzebieniem, przez co uzyskiwało się efekt typu „narzeczona Frankensteina” lub „wodogłowie” . Po osiągnięciu zadowalającego nastroszenia włosów, fryzurę utrwalało się lakierem rozpylanym za pomocą specjalnego szklanego rozpylacza z gumową gruszką. Fryzura szczególnie cenione przez ekspedientki sklepowe. Tapira wspomagano stosując „trwałą ondulację”. Podstawowym specyfikiem do rozjaśniania włosów , była woda utleniona. Do pielęgnacji włosów używano również piwa, które zawsze stało w salonach fryzjerskich. Popularne były też wszelkie przypinane treski, koczki i peruki. Zawsze chodziło o uzyskanie jak największej objętości (wysokości) głowy. Fryzury lekko podniszczone ukrywało się pod wysokimi czapkami z misia lub filcu (z daszkiem), których nie zdejmowało się pod żadnym pozorem. Czapkę dobrze było wypchać gazetami by nadać jej odpowiednią wypukłość. Panowie mieli zdecydowanie mniej problemów. Wystarczyło przez dłuższy czas nie chodzić do fryzjera, nie myć zbyt często głowy i zapuścić bokobrody (pekaesy), by spełniać standardy obowiązującej mody (patrz reprezentacja Górskiego).

Getry – w okresie fascynacji aerobikiem, zakładane masowo przez wszelkie artystki estradowe, noszone również chętnie na ulicy przez bardziej odważne dziewczyny czyli tzw. „nowoczesną młodzież”. Getry wykonywało się z rękawów obciętych ze swetra. Z pozostałości można było wykonać tzw. „komin” czyli bardzo modne nakrycie głowy.

Gumofilce – strategiczne obuwie zaprojektowane dla polskiego rolnika.  Filcowy kapeć do kolan, zalany w 3/4 gumą. Wykazywał doskonałe parametry termiczne. Noszony chętnie przez cały rok, nawet w największe lipcowe upały, w komplecie z podkoszulką na ramiączka.

http://www.republika.pl/printo/warszawa/

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.