DROBNE RZECZY, KTÓRE WAS DENERWUJĄ

Ciekaw jestem czy są jakieś drobne, drobniutkie, maciumaciupeńke rzeczy, które Was denerwują. Na pewno cała masa jest takich rzeczy, na które inni nie zwróciliby uwagi, a u Was wręcz przeciwnie powodują one skurcz żołądka, wyrywanie resztek włosów z głowy i przeklinanie na czym świat stoi. I nie mówię tu o poważnych problemach w stylu reklam, które zaczynają się w akurat najromantyczniejszym miejscu oglądanego właśnie filmu na Polsacie czy też innym TVNie, bo to poważny problem jest i sądzę, że wszystkich denerwuje. Jeśli idzie o mnie to tak na szybko wymyśliłem tyle:

– Drobniutka rzecz numer 1. Rzecz na którą skarżyłem się już nieraz na grupach dyskusyjnych, ale która mimo upływu czasu wciąż doprowadza mnie do wściekłości – zegarek w telegazecie. Czasem mam coś do zrobienia o którejś konkretnej godzinie i czekając na nią siedzę i oglądam telewizję. W pokoju mam zegar, ale gdy jest ciemno to go nie widzę, a nie chce mi się wstawać żeby włączyć światło. Przerywam więc oglądanie na sekundę żeby dowiedzieć się z telegazety, która godzina i… i przez kilkanaście sekund muszę czytać o nowych genialnych tabletkach odchudzających czy rewelacyjnym systemie mulitilotka. I wszystkie te informacje w jednym, małym okienku przeznaczonym na godzinę. Wrrrr. A już najgorzej jak wiem, że mam jeszcze minutę do ruszenia tyłka z fotela. Kontroluję czas w telegazecie i oczywiście zanim się pojawi to godzina W już minęła.

– Drobniutka rzecz numer 2. Żyjemy w dobie telewizji więc na początek ponarzekam na telewizję. Takie narzekania mi przyszły na szybko do głowy, a nie mam czasu na dłuższe zastanawianie się, bo zaraz wychodzę. No więc skoro jesteśmy już przy telewizji to ponarzekam teraz na dzielenie ekranu na pół podczas wyświetlania napisów końcowych filmu i wygłuszanie „grającej” tam piosenki. Może nie wszyscy mają takiego bzika na tym punkcie, ale ja lubię sobie poczytać listę płac. Poza tym tylu ludzi się namęczyło żeby telewizja mogła przyciągnąć do siebie widza wyświetlanym filmem, że należy im się jakiś szacunek. Ale nie. Zamiast tego dowiadujemy się o nowym, megaśmiesznym sitcomie etc.

– Drobniutka rzecz numer 3. Włączam przypadkiem telewizor. Patrzę na ekran. „Oooo” – myślę – „Czyżby to była ta aktorka słynna i ona gra takim głupim filmie? Pokażcie ją jeszcze raz niech się przyjrzę”. A dupa! Przez następne pół godziny już jej na ekranie nie będzie. Tak samo jakieś wywiady one by one. Włączam, jestem ciekaw z kim gada Monika Olejnik, ale nie. Przez pięć minut akurat pokazują Monikę Olejnik.

– Drobniutka rzecz numer 4. Mój ojciec, który ZAWSZE wchodzi do kuchni, gdy coś jem. Niespecjalnie lubię jak ktoś się na mnie gapi kiedy spożywam więc jest to szczególnie denerwujące. Facet potrafi cały dzień siedzieć i oglądać Eurosport nie ruszając się nawet z miejsca, ale gdy ja pojawiam się w kuchni i zaczynam szamać, to wystarczy policzyć do dziesięciu i na pewno ojciec się pojawi. Czasem wejdzie, postoi i pójdzie; czasem mignie w drzwiach w tą i z powrotem; czasem powie coś głupiego… Ale zawsze przyłazi choćby to miała być jego jedyna wizyta w kuchni przez cały dzień.

– Drobniutka rzecz numer 5. Trzymam w dłoni jakąś drobniutką rzecz. Igłę, kostkę do gitary, cokolwiek. Sekunda nieuwagi i ta drobniutka rzecz spada mi pod nogi. Pod nogi? Taaa, akurat. NIGDY jej nie ma pod nogami! Ja nie wiem czy są jakieś skrzaty, które to przenoszą z miejsca na miejsce? Bo przecież niemożliwe żeby lekka jak piórko kostka do gitary przekoziołkowała tysiąc razy po zderzeniu z dywanem. Fakt pozostaje faktem. Jeśli już ją znajdę to po półgodzinie i w zupełnie innym miejscu pokoju niż „pod nogami”.

– Drobiutka rzecz numer 6. Jestem w sklepie. Rozglądam się. Nagle pani z miły uśmiechem pyta: „W czym mogę pomóc?”.. Ja rozumiem, że to miła odmiana w stosunku do tego co było kiedyś („Czego?”), ale takie przechodzenie ze skrajności w skrajność to drobna przesada. Ja będzie mi mogła w czymś pomóc to jej o tym powiem bez pytania! No, ale. Grzecznie odpowiadam, że nie, tylko się rozglądam. A ona? A ona stoi i się gapi.

CD być może N

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.