Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

CO SIĘ STAŁO Z NASZĄ KLASĄ (4)

Wierszyk 11:
Sarnie schwytanej łzy z oczu płyną,
Tak bardzo żal jej wolności.
I kiedyś tak żal bedzie Tobie
Cudnie kwitnącej młodości.

Też się zastanawiacie skąd w dziewięcioletnim brzdącu tyle nostalgii? Hehe. Na sąsiedniej stronie namalowany drapiący się w głowę krasnal, a za nim muchomory. A wpis ten w całości należy do Ani. Mieliśmy w klasie dwie Anie, to ta druga (biorąc pod uwagę nawet kolejność alfabetyczną). Ania chyba się trochę we mnie podkochiwała w podstawówce, ale pewności nie mam, bo nigdy dłużej nie rozwinęliśmy tego tematu. Parę lat później, gdy trafiła nam się pewnego razu wspólna noc (nic z tych rzeczy świńtuchy!) to nie było już tego tematu, bo była z takim jednym moim znajomym (dziś są małżeństwem i z tego co się orientuję mają dwójkę dzieci), którego akurat wtedy nie było i można sobie było pogadać i powspominać. W podstawówce prowadzała się z takim jednym Piotrkiem, który to Piotrek był typowym chłopakiem ze wsi :) Woził Ją wszędzie swoim komarkiem robiąc przed Jej domem przygazówki. etc. Śmiesznie to wszystko wyglądało dorzuciwszy do tego śmieszny kask, w którym na tym komarku jeździł. Nie pasowali do siebie, ale do końca podstawówki byli razem. Na czas liceum nasze drogi z Anią się rozeszły, a potem wylądowaliśmy na jakiś czas razem na polonistyce. Właściwie to nawet nie wiem czy udało Jej się ją skończyć – mnie na pewno nie 😉 Nie widywaliśmy się zbyt często mimo tego samego budynku, w którym przyszło nam studiować i właściwie to na podstawówce skończyła się nasza znajomość. Mijamy się często na ulicy, kiwamy sobie głowami „na” cześć i uśmiechamy się do siebie. Ja idę sam, a Ona pcha wózek z najnowszą pociechą.

I to właściwie koniec pamiętnika. Parę autografów w nim jeszcze jest (Kazimierz Górski, Andrzej Grubba, Irena Szewińska, Jan Domarski), ale już żadnych wpisów moich kolegów i koleżanek. No, ale kto powiedział, że nie można snuć dalej tej opowieści o czasach bezpowrotnie straconych.

Asia.

Z Asią właściwie to przez większość podstawówki nie miałem żadnego kontaktu. Ja nieśmiały, Ona zaś obracała się w tych grupach, które nie były zbyt popularne i trzymały się razem na uboczu klasy. Z upływem czasu dopiero zaczęła się udzielać towarzysko i błyszczeć wśród klasy. A, że była ładniutka to nawet przez jakiś czas byłem Nią zauroczony (w podstawówce to się we wszystkich po kolei pannach człowiek zaurocza). Jakoś tak przebywaliśmy coraz częściej razem, ale o byciu parą nigdy mowy nie było. Zresztą skończyła się ta znajomośc, gdy w jakichś Złotych myślach podałem Jej inicjały jako inicjały sympatii. Obraziła się i tyle było tej znajomości. Los Ją pokarał w zamian za mnie dość pomysłowym facetem, który jak mniemam zafundował Jej na starcie zawał serca. A było to tak. Spotykali się jakiś czas, ale niezbyt długo, gdy przysłał Jej list w całości pisany… alfabetem Morse’a. A wiadomo jak się czyta taki list nie znając alfabetu. Zapamiętuje się jeden znak, sprawdza gdzieś tam, zapisuje nad znakiem właściwą literę, drugi znak… dość żmudna to robota. A zważywszy fakt, że facet ten napisał Jej w liście w ten deseń: „muszę ci się do czegoś przyznać; właśnie poznałem nową dziewczynę i jesteśmy razem; ma na imię…”. Wyobrażacie sobie co czuła Asia, gdy całkowity obraz listu wyłaniał Jej się literka po literce? Hehe, prawie wyobrażam sobie Jej minę podczas odczytywania tego listu. Nieźle się musiała wściec, aż doszła do tego kawałka, w którym wszystko się wyjaśniało i facet informował Ją, że tą nową dziewczyną jest ona sama :) Związek zresztą nie przetrzymał próby czasu. Asia wypiękniała jeszcze bardziej i wyszła za mąż za jednego, takiego lokalnego biznesmena. Mają dzieci, sklep, żyje im się pewnie dobrze, a i nic nie słychac o tym żeby się kłócili czy coś. Udało się Jej w życiu. Wciąż jest śliczna. Jakieś dwa, trzy lata temu pojechałem z kumplami zagrać w piłkę na hali. W pomieszczeniu obok było jakieś wesele, na które zaproszona była i Asia. Ubrana w seksi kieckę, opalona, wyfryzowana – jednym słowem jak z katalogu. Kumple, którzy Jej nie znali (a nikt Jej nie znał, bo kumple byli z Zawiercia) zaczęli Ją podziwiać po cichu, zachwycając się jaka to jest laska i w ogóle jak to faceci. A ja sobie podszedłem do Niej w stroju piłkarskim (piękny kontrast :) ) i zacząłem rozmawiać. Pogadaliśmy sobie chwilę, pośmialiśmy się, a kumple mieli rozdziawione japy już do samego końca naszego grania.

CDN

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.