O KANT DUPY POTŁUC

To miło mieć świadomość, że wciąż mam ten dziwny zmysł, który „informuje” mnie o tym, że wkrótce czeka mnie coś niemiłego. Świadomość tego daru to w sumie jedyna pozytywna rzecz dzisiejszego dnia, który się nawet jeszcze dobrze nie zaczął. Zresztą co mi po tym dziwnym podświadomym uczuciu, które daje mi znak żeby spodziewać się najgorszego, skoro zapomniałem już jak to działa i fakt, że nie mogłem spać dzisiejszej nocy i obudziłem się strasznie wymęczony, potraktowałem jako jakieś zwykłe zaburzenia snu (takie dziwniejsze od zwyczajnie dziwnych, bo dziwne to ja mam co noc). Tymczasem był to znak żeby nie spodziewać się, że środa przyniesie ze sobą cokolwiek pozytywnego, a nawet jeśli, to i tak przytłoczone to zostanie resztą zdarzeń, które pozytywnymi już nie będą. Tak właściwie to nie stało się nic bardzo złego (jeszcze) i ten wstęp jest chyba za bardzo melodramatyczny, ale mimo tego humor mam zepsuty, a przecież wcześniej nie udało się go spieprzyć nawet jesiennej pogodzie, która jak każdy wie wyjątkowo depresjogenna jest. A teraz siedzę tak, patrzę bezmyślnie w ekran i zastanawiam się co by tu napisać żeby było wesoło. Problem w tym, że nawet tytułu nie mogę sensownego wymyślić. Jakby nie było mam już dziś za sobą wizytę miłego pana z Urzędu Skarbowego, który na szczęście okazał się moim dawnym znajomym z liceum i specjalnie nie czuł się zbyt pewnie w zadawaniu kłopotliwych pytań. Kłopotliwych dla mnie, bo nie znałem na nie odpowiedzi – w końcu nie było wała żebym je znał skoro ja tam do US nic nie mam – niech sobie żyją w pokoju. Tyle tylko, że oni coś mają do mnie. A właściwie to nie do mnie tylko do mojego ojca. No, ale to jest za długa historia żeby ją opisywać. A może i nie za długa, ale aż takich rzeczy nie potrzebuję tu wypisywać. Zresztą jak się tak zastanawiam to wychodzi mi na to, że o wielu rzeczach nie mogę tu pisać; nawet nie wiem czy chcę czy nie, ale za bardzo nie mogę. Wolałbym żeby to był wesoły blog no i staram się żeby tak było. Niestety dzisiaj chyba nic wesołego z siebie nie wyduszę. No chyba, że wesołą rzeczą jest myśl, która mi dziś przyszła do głowy, a mianowicie, że ambulans powinien się raczej ambólansem nazywać w końcu jak cię nim wiozą to znaczy, że definitywnie coś cię boli… No, a teraz jeszcze skończę moją listę dzisiejszych nieszczęść i dodam tylko, że dodatkowo sieć sobie ze mną pogrywa w kulki i wyjątkowo dzisiaj często i na długo pada. Żebym czasem nie mógł znaleźć w necie czegoś pocieszającego! Aż strach pomyśleć jakim wynikiem zakończy się dzisiejsze pierwsze uruchomienie nowego pieca. Żeby oszukać los udaję, że jest mi ciepło i że wcale tego pieca nie potrzebuję – mam nadzieję, że zrobi mi na przekór.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl