[„KAIRO”]

Wyst.: Haruhiko Kato, Kumiko Aso, Kurume Arisaka
Reż.: Kiyoshi Kurosawa
Ocena: 3(6)

„Kairo” to kolejny dalekowschodni horror, których to obecnie na polskich ekranach coraz więcej i więcej i więcej. Jedne są lepsze, drugie są gorsze… no i właśnie „Kairo” należy do tej drugiej kategorii. Niestety, bo miałem nadzieję, że tak nie będzie zachęcony rekomendacjami na grupie (AFAIK wypowiadano się tutaj o nim przyjaznym tonem).
Biega o to, że wszystko zaczęło się nagle i bez zapowiedzi jak nas informuje narratorka. Jest ona pracownicą firmy, która zajmuje się obróbką/przywracaniem (?) danych z dysków twardych komputerów swoich klientów. Firma nie jest duża. Dwie kobiety i jeden facet. No i właśnie ten facet nie pojawia się już od tygodnia w firmie z dyskiem, którym miał się zająć. Jego koleżanka wybiera się do jego domu, w którym znajduje mokrą plamę zamiast swojego współpracownika (chyba, mogę się mylić). W każdym bądź razie niezależnie od tego czy z kolegi została mokra plama czy nie, dysk nad którym pracował ma się dobrze. Kłopot w tym, że po jego uruchomieniu na ekranie monitora widoczne są dziwne, tajemnicze zdjęcia. Po jakimś czasie okazuje się, że to nie odosobniony przypadek. Coraz więcej Japończyków odkrywa na swoich komputerach podobne zdjęcia. Plaga roznosi się po posiadaczach internetu, których komputery nagle same decydują się łączyć z siecią (nie wiedziałem, że w Japonii siedzą na modemach!!), a w niej z konkretną stroną. Coś zdecydowanie jest nie tak. Pytanie tylko, co?
No i niby wszystko jest na swoim miejscu. Mamy tajemniczą zagadkę, ludzi ginących w niesamowitych okolicznościach rozpływając się po prostu w powietrzu, mroczny klimat, wolną narrację jak to w horrorach z tamtego rejonu i tak dalej i tak dalej. No i niby powinno się to podobać, w końcu w innych tego typu filmach spełniało swą rolę. A tymczasem jest zupełnie odwrotnie, bo film szybko zaczyna nudzić, a nawarstwianie się tajemnicy i horrorowego klimatu jakoś nie wpływ na ożywienie filmu. W rezultacie mamy kolejny „skośnooki” film, w którym tak naprawdę do końca nie wiadomo o co chodzi (albo ja jestem niekumaty). Znaczy wszystko wiadomo, tylko ciężko się oprzeć wrażeniu, że twórcy zagubili się w kreowaniu klimatu i atmosfery tajemniczości, a zaniedbali logikę scenariusza. No i w efekcie wychodzi momentami irytująca nuda.
Oglądając „Kairo” zatęskniłem za prostymi jak konstrukcja cepa hollywoodzkimi horrorami, a to chyba nie jest najlepszą rekomendacją dla tego filmu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.